|
wtorek, 15 maja 2012
COLLEGIUM NOVUM
Dzisiaj będzie budynek, do którego mam szczególną słabość - i architektoniczną, i sentymentalną, dlatego zdecydowałem się poświęcić mu naprawdę dużo czasu i wykonać ten wierny w szczegółach rysunek. Collegium Novum poznańskiego uniwersytetu, bo o nim mowa, to budynek, w którym spędziłem pięć fajnych lat studiów, ale który przy pierwszym spotkaniu wzbudził moją niechęć swoją blokowatością - na pierwszym roku mój ledwo pełnoletni poklask zdobywały raczej analogiczne, ale neogotyckie wydziały uniwersytetów w Toruniu czy Krakowie. Na szczęście stopniowo porzucałem wieżyczki i krużganki i pod koniec studiów Novum stało się pierwszym modernistycznym budynkiem, w którym pod warstwą burego tynku zobaczyłem coś więcej niż blok na Ratajach. Dobre siedem lat po skończeniu moich studiów jeden z bloków został wyremontowany (i to według oryginalnego projektu, bo w kolorach biało-szarych), przez co dziś już trochę łatwiej docenić jego walory, a jaskrawy kontrast z burą resztą pokazuje, jak ogromna jest przepaść pomiędzy wyremontowanym, a zapuszczonym przez kilkadziesiąt lat modernizmem. Na poniższym rysunku (wyidealizowanym, bo pokazującym wyremontowany cały kompleks, ale wierzę, że wszystko zmierza w dobrym kierunku) znajdują się: - dwa bloki Collegium Novum, ośmio- i siedmiokondygnacyjny, zbudowane w 1968 roku wg projektu Jerzego Liśniewicza i Lecha Sternala, kilka lat później połączone z salami wykładowymi przeszklonymi korytarzami i holem, tworząc wewnętrzne atrium; - zbudowana w 2005 roku wg projektu Tomasza Durniewicza trzykondygnacyjna biblioteka; - starszy, jedenastokondygnacyjny modernistyczno-socrealistyczny wieżowiec Miastoprojektu, zbudowany w latach 1948-1950 wg projektu Stanisława Pogórskiego i Tadeusza Płończaka - niemający nic wspólnego z uniwersyteckim kompleksem, ale bez którego ten kwartał byłby niepełny. Novum to urbanistycznie typowy modernizm, ale jednocześnie trudno powiedzieć, że to kompleks antymiejski i usytuowany na zasadzie kontrastu do otoczenia. Myślę, że bardzo dobrze wpisał się w kontekst, zwłaszcza od strony parku, i za jakiś czas, zadbany, zacznie być ceniony (bo do tej pory sytuował się w czołówce najmniej lubianych przez poznaniaków budynków). Studiowanie w nim jest naprawdę przyjemne; jest jakby amerykańskim campusem, ale niewyrzuconym na peryferie, tylko usytuowanym w centrum miasta, co jest ogromnym plusem. Nie doczekałem na szczęście przeniesienia mojego dawnego wydziału do neobarokowego budynku dawnej Hakaty, wzorowanego na berlińskim zamku (to się chyba kłóci z Konradem Wallenrodem), ale wiem, że studenci, a nawet pracownicy naukowi cieszą się z jego historyzującej formy. Nie wiedzą, co stracili. Atrium Novum to naprawdę czilałtowe miejsce, oczywiście jeśli ktoś jest w stanie nie zauważać, że wszystko nadgryzione jest zębem czasu. Polecam postawione tam między drzewami ławki, chronione od hałasu miasta wysokością bloków A i B - atrium jest teraz otwarte i dostępne dla ludzi z zewnątrz. W każdym bądź razie budujący jest fakt, że niezależnie od niskiego poziomu klasy rządzącej w Polsce, takie poznańskie modernistyczne budynki wyższej klasy, jak Urząd Wojewódzki, Okrąglak czy Novum doczekały się remontów, na jakie zasługują, i przetrwały niesprzyjający czas. Czekam jeszcze na porządny remont Areny i kilku modernistycznych kamienic, bo historia architektury nie zakończyła się na XIX wieku.
środa, 18 kwietnia 2012
MORSKA STACJA BIOLOGICZNA
Roscoff to maleńka miejscowość nad kanałem La Manche w południowo-zachodniej Francji. Gmina ma ok. 4000 mieszkańców, ale znajduje się w niej ważna Morska Stacja Biologiczna paryskiego uniwersytetu UPMC. To właśnie jej nowy budynek zaprojektowany przez Barre Lambot Architectes, z fasadami wykonanymi z betonu, granitu, szkła, aluminium i blachy cynkowej, i bardzo ładnie wkomponowany w starą zabudowę możecie podziwiać poniżej.
Więcej i większych zdjęć tutaj: http://www.archdaily.com/226394/institute-of-marine-genomics-barre-lambot-architectes/
niedziela, 15 kwietnia 2012
PLAKATY PORSCHE
Plakaty i okładki broszur firmy Porsche, autorstwa Ericha Strengera (nie jestem pewny czy wszystkie, ale na pewno większość).
czwartek, 12 kwietnia 2012
BRUTALISTYCZNY GOTYK
Nie jestem zbytnim entuzjastą modernistycznych kościołów. Mam wrażenie, że przy majestacie surowych gotyckich kościołów czy dostojeństwie bogactwa barokowych, większość modernistycznych świątyń wypada co najmniej blado, bo ten styl architektoniczny nadaje się raczej do budynków mieszkalnych, biurowych czy użyteczności publicznej. Chociaż może myślę tak dlatego, że te modernistyczne kościoły w których byłem, to zazwyczaj dość przeciętna osiedlowa architektura; nie widziałem natomiast żadnych realizacji uważanych za wybitne, jak na przykład Notre Dame du Haut w Ronchamp. Dlatego ogromnym zaskoczeniem był dla mnie kościół św. Józefa na Zazamczu we Włocławku - umiejscowiony pomiędzy blokami, z zewnątrz wyglądający bardzo niepozornie i niezapowiadający niczego interesującego wewnątrz. A wnętrze kościoła okazało się niesymetryczne i dwunawowe, z jednej strony oparte na ceglanej ścianie, a z drugiej na wielkich brutalistycznych betonowych dźwigarach, wyposażone w proste geometryczne detale i ciekawe ceglane ornamenty. Niestety nie wiem, kto kościół zaprojektował, w Internecie udało mi się znaleźć jedynie informację, że parafia została założona w 1978 roku, więc pewnie kościół został zbudowany niewiele później. W każdym bądź razie mimo modernistycznych środków wyrazu atmosfera wewnątrz ma coś z powagi gotyckich kościołów - z jednej strony dzięki surowości materiału i ornamentyki, z drugiej dzięki odkryciu elementów konstrukcyjnych budowli - wbrew pozorom takiego wrażenia nie psuje nawet dziwna asymetria kościoła. Wnętrze trzyma się nieźle, beton ma piękną fakturę deskowania i poza dodaniem pseudobarokowych rzeźb w prezbiterium wszystko wydaje się oryginalne, niestety dużo gorzej jest zewnątrz - tam beton nie przetrwał próby czasu, wyłażą z niego zbrojenia i zakrywany jest czym popadnie, gipsem i różnego rodzaju płytkami z Castoramy. Szkoda, bo kościół warty jest należytego zadbania.
czwartek, 29 marca 2012
PRAWIE PRAWDZIWY BOND
Nie mam nic przeciw retro stylizacjom, jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ta seria okładek klasycznych powieści Iana Fleminga o Jamesie Bondzie w wykonaniu grafika Michaela Gillette przekracza cienką granicę stylizacji na lata sześćdziesiąte. Te współczesne prace są jak dla mnie nie do odróżnienia od prawdziwej grafiki książkowej z czasów, kiedy Bondem był Sean Connery, przez co trącą fałszem. W sumie szkoda, bo pomysł był fajny. http://www.michaelgillette.com/#/showcase
środa, 28 marca 2012
DOM DLA PLAYBOYA
W 1962 roku na łamach amerykańskiego Playboya pojawił się projekt śródmiejskiego domu dla modelowego czytelnika (czy też raczej projekt prezentujący model życia, do którego czytelnicy chcieliby dążyć) - bogatego, młodego, nowoczesnego singla, który koncentruje się głównie na korzystaniu z miejskich uciech życia. Projekt chyba nie zachwycił młodych playboyów na tyle, żeby chcieli zainwestować grube pieniądze w tego typu budownictwo (zamiast tego tłumnie wyjechali swoimi drogimi samochodami do wypasionych domów na przedmieściach), jednak wizja przedstawiona przez magazyn jest ciekawa.
Prezentowany budynek miałby zostać wkomponowany w gęstą śródmiejską zabudowę na typowej amerykańskiej działce - wąskiej i długiej. Składa się z trzech części - trzykondygnacyjnych frontowej i tylnej, połączonych w centrum budynku przechodzącym przez wszystkie piętra patio: Patio to przede wszystkim basen (z oknem, przez które można oglądać, co dzieje się pod wodą), przykryty zdalnie sterowanym szklanym dachem, który można w ciepłe dni rozsunąć. Ściany wysokiego pomieszczenia wyłożone są z jednej strony zraszanymi fontannami kamieniami, z drugiej modnym wtedy (i drogim) tekowym drewnem. Na poziomie 0 obok basenu znajduje się w części frontowej pomieszczenie rekreacyjne, a w tylnej jadalnia i kuchnia z elektronicznym centrum dowodzenia domem. Przyciskając guziki na panelu sterowania można rozsuwać dach, zasuwać i odsuwać zasłony w całym domu, sterować natężeniem oświetlenia we wszystkich pomieszczeniach, klimatyzacją, umieszczonym w salonie systemem audio z bankiem pięciuset taśm zmienianych przyciskiem, a także wideofonem (chyba wtedy był to gadżet jak z kosmosu). Uproszczone panele sterowania znajdują się także w innych pomieszczeniach. Na pierwszym piętrze zaprojektowano salon i gabinet, na drugim sypialnię właściciela i sypialnię dla gości. Wszystko umeblowane najmodniejszymi designerskimi meblami i sprzętem RTV, a w sypialni nawet obrotowym (?) łóżkiem z panelem sterowania, lodówką i barkiem w zagłówku. Pomiędzy piętrami można poruszać się schodami, windą i mostkiem na trzecim piętrze łączącym przednią i tylną część domu. Dodatkowo dach pełni funkcję tarasu.
Warto przeczytać cały artykuł, żeby zobaczyć fragment amerykańskiego stylu życia w jego złotym okresie, z bezwstydnym upatrywaniem wartości w luksusie; warto obejrzeć użyte tam rzeczywiste designerskie meble w słonych cenach (trzeba pamiętać, że dolar był wtedy wielokrotnie więcej wart niż dziś); ale przede wszystkim należy docenić ciekawy pomysł architektoniczny R. Donalda Jaye'a i piękne ręcznie malowane renderingi Humena Tana, jakich dziś już nikt nie tworzy.
środa, 14 marca 2012
JUŻ ZA OSIEMNAŚCIE LAT...
...Poznań będzie metropolią, będzie miał dworzec, bulwary nad wartą, ścieżki rowerowe, kilka wieżowców o kilometrowej wysokości, autostradowego ślimaka na ulicy Winogrady o wielkości Starego Miasta, a także będzie cyfrowym Poznaniem. Tyle można z tego filmu wyczytać. Trzymam kciuki, żeby wizja się urzeczywistniła i żeby miasto Poznań nie marnowało pieniędzy na produkcję głupich filmików.
piątek, 09 marca 2012
SPACESHIP HAS LANDED
Theme Building na Los Angeles Airport powstał w latach 1960-61 według projektu zespołu architektów pod przewodnictwem Williama Pereiry i Charlesa Luckmana (ten duet zaprojektował też berliński Hotel Hilton/Inter-Continental, który pojawił się tutaj). Wewnątrz wysokiego na ponad czterdzieści metrów obiektu znajduje się utrzymana w stylu googie restauracja, dawniej obracająca się, a na jej dachu punkt widokowy. Budynek podobno stał się główną inspiracją dla twórców kreskówki The Jetsons przy tworzeniu pojawiających się tam kosmicznych budynków.
czwartek, 08 marca 2012
TYPOGRAFICZNA ANAMORFOZA
Zniekształcanie proporcji i perspektywy malowanego obiektu tak, żeby był czytelny tylko podczas oglądania pod określonym kątem pojawiło się w malarstwie renesansu i było dowodem na sprawność techniczną artysty. Od jakiegoś czasu eksploatowane jest w streetarcie do tworzenia trójwymiarowych iluzji malowanych na chodnikach. Jednak szczególnie podoba mi się to typograficzne użycie tej techniki, przenoszące w przestrzeń efekty trybów mieszania kolorów używane na zdjęciach przetwarzanych w programach graficznych. To praca dyplomowa Josepha Egana i Huntera Thomsona - studentów londyńskiej Chelsea College of Art & Design. http://www.behance.net/josephegan/frame
PAPIEROWY WAZON
Wazon z papieru - nie brzmi to zbyt zachęcająco, jednak ponacinane papierowe kółko, dające się formować we wszelakiego kształtu siatkowe wazony i zadrukowywać w różne wzory - wygląda naprawdę efektownie. Warto obejrzeć film na końcu postu, żeby sprawdzić, że to naprawdę działa. AirVase to projekt pracowni Torafu Architects z Tokyo.
|
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Kontakt
Polskie blogi
|