Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
poniedziałek, 28 listopada 2011
PLAKATY DKNG



 

Muzyczne plakaty studia DKNG z Los Angeles - fajnie, że są twórcze i nie powielają grafiki z okładek albumów. Warto również obejrzeć proces tworzenia plakatu Explosions in the Sky:

http://www.dkngstudios.com/2011/10/11/explosions-in-the-sky-poster-and-art-print/




 

http://www.dkngstudios.com/

Tagi: grafika
09:15, less_more , GRAFIKA
Link Komentarze (5) »
wtorek, 22 listopada 2011
MIASTO NA RÓWNI POCHYŁEJ

 

Architekt Minoru Yamasaki nie miał szczęścia - najbardziej kojarzony jest z dwiema realizacjami, które zostały w spektakularny sposób zniszczone. Jedna to nowojorskie wieżowce WTC, druga to osiedle Pruit-Igoe w Saint Louis, którego wyburzenie stało się symbolem porażki modernistycznej urbanistyki i zapoczątkowało koniec tryumfalnego marszu tej ideologii architektonicznej.

Pruit-Igoe powstało w latach 1952-1955; składało się z ponad trzydziestu jedenastopiętrowych bloków z wielkiej płyty. Budowa nowoczesnego osiedla modelowo realizującego postulaty Karty Ateńskiej w ciasno zabudowanym przemysłowym Saint Louis miała być dla miasta prestiżowa. Jednak przesiedleniu mieszkańców ze slumsów do przestronnych, jasnych mieszkań nie towarzyszył żaden program socjalny przystosowujący ich do nauki dbania o nowe lokum, a przede wszystkim o części wspólne budynków. Wysokie klatki schodowe i długie korytarze które miały socjalizować mieszkańców, stały się doskonałymi kryjówkami dla gangów. Przez 16 lat istnienia osiedle zostało zrujnowane i zalane przestępczością i narkomanią w takim stopniu, że wyludniło się niemal całkowicie. W 1972 roku stało się jasne, że jedynym wyjściem jest wyburzenie całego zespołu mieszkaniowego, dzięki czemu Pruit-Igoe zapisało się w historii jako pewnie najsłynniejsze wielkopłytowe osiedle. Ten akt zniszczenia w niedługim czasie po zbudowaniu odbił się w świecie szerokim echem, stając się wodą na młyn dla zdobywającego popularność postmodernizmu.

 

Osiedle w latach sześćdziesiątych (po kliknięciu na wszystkie zdjęcia powiększenie)


Coraz bardziej rozwijające się narzędzia typu google.maps pozwalają coraz lepiej oglądać wiele zakątków świata, nie tylko na zdjęciach satelitarnych, ale też z poziomu ulicy, a od jakiegoś czasu z lotu ptaka, pod kątem 45 stopni. Miejsc tak sfotografowanych jest na razie niewiele, ale przypadkiem trafiłem akurat na Saint Louis, odszukałem więc miejsce, w którym było Pruit-Igoe, chcąc zobaczyć, co stało się później z tym wyczyszczonym terenem. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy zamiast osiedli w duchu posmodernistycznym zobaczyłem... las:

 

 

Część terenu osiedla została zagospodarowana domkami jednorodzinnymi; kościół i dwie szkoły które współistniały z osiedlem stoją nadal; pojawiło się boisko i nowa szkoła; natomiast resztę terenu zajmuje las, tak gęsty, jakby żadne budynki wcześniej w tym miejscu nie stały.

Nie do poznania jest również otoczenie terenu osiedla, na którym widać straszną dezurbanizację - pełno trawy, domki jednorodzinne i prawie nic z gęstej, mieszkalno-industrialnej zabudowy widocznej na zdjęciach sprzed pięćdziesięciu lat. Zawsze mnie to uderza, jak bez śladu znikają amerykańskie miasta. W miejscu zniszczonej do gruntu Warszawy jest dalej Warszawa, tam gdzie się dało - odbudowana, tam gdzie nie - zabudowana na nowo. W wielu miejscach widać jeszcze wojnę, ale często nawet ruiny czekają na lepszy czas. Natomiast po kurczących się miastach amerykańskich jak Detroit czy Saint Louis nie pozostaje nic - tylko trawa i drzewa, tzw. miejskie prerie. Przyczyny dezurbanizacji w Saint Louis są bardzo podobne jak w Detroit. Miasto swój szczyt demograficzny osiągnęło w 1950 roku (857 000 mieszkańców), od tego czasu w związku z upadkiem przemysłu, wzrostem przestępczości, white flight i urban sprawl miasto nieustannie się kurczy (319 000 w 2010 roku). Podobnie jak w Detroit zmienia się także struktura rasowa miasta - w tym momencie populacja czarnych to 49%, a białych 44%. Dla pełnego obrazu tego, jak cofa się miasto, poniżej rycina z 1875 roku z zaznaczonym terenem, na którym stanęło później Pruit-Igoe:

 

 

Zjawisko urban decay jest z jednej strony przerażające, a z drugiej fascynujące. W Polsce nie możemy raczej oglądać ani tak spektakularnego rozwoju miast, ani tak ogromnych upadków, ani zupełnie utylitarnego traktowania centrów miast. Mam wrażenie, że Saint Louis sięgnęły wszystkie możliwe miejskie plagi (poza wojną oczywiście). Oprócz tych, które wymieniłem wcześniej, doszła jeszcze modernistyczna urbanistyka w najbardziej radykalnej postaci, odzierająca miasto niemal całkiem z historii i przekrawająca je na części barykadami autostrad. Poniżej drastyczny przykład - kawał miasta wyznaczony do wyburzenia pod budowę słynnego łuku Gateway Arch projektu Eero Saarinena (zaznaczony na rycinie z końca XIX wieku), wyburzony teren w latach 40. i efekt końcowy:

 

 

W ramach "rewitalizacji" nabrzeża Mississippi, mimo protestów zamieszkującej teren ludności, wyburzono około 20 kwartałów miasta, po to, by zbudować ogromny park z ogromnym łukiem, odcięty od centrum miasta szeroką autostradą. W efekcie pod łuk zaglądają tylko turyści, bo w downtown mieszkańców jest niewielu, a połączenie parku z miastem czterema wiaduktami nad huczącą autostradą tych pozostałych tubylców niezbyt zachęca do spaceru po terenach zielonych.

Może i łuk jest arcydziełem architektury modernistycznej, ale centrum miasta pozbawione historii, którą przecież miało, jak na warunki amerykańskie, nie aż tak krótką (powstało w połowie XVIII wieku, a pod koniec XIX było czwartym co do wielkości miastem w Stanach), z samymi antymiejskimi biurowcami, stadionami, morzem parkingów, wielkim niefunkcjonalnym parkiem, wyburzonymi kwartałami porośniętymi trawą i oplątane zewsząd estakadami, całe może być symbolem upadku modernistycznej urbanistyki w jej najbardziej bezdusznym wydaniu. W skali szkód, jakie zostały wyrządzone przez wiele fatalnych decyzji władz ten rozdmuchany nieudany eksperyment z wyburzonym osiedlem z wielkiej płyty to naprawdę drobiazg. Poniżej obecny widok downtown, w lewym górnym rogu las Pruit-Igoe:

 

 

Co ciekawe, upadkowi i kurczeniu się Saint Louis towarzyszy nie tylko rozwój przedmieść, na które uciekają bogaci biali do swoich domków z american dream, gdzie nie spotkają czarnych sąsiadów. Niektóre amerykańskie przedmieścia wyrosłe dzięki urban sprawl przekształcają się w prawdziwe miasta. Clayton, oddalone o kilka kilometrów od centrum Saint Louis przedmieście, na które przenosili się majętni specjaliści, ma już dzisiaj całkiem niezłe downtown. Oglądając z góry, można odnieść wrażenie, jakby domy z Saint Louis były po prostu przestawiane do Clayton:

 

 

 

Clayton wysysa z Saint Louis wszystkie miastotwórcze siły - jak pisze Wikipedia, w centrum miasta jest "wiele galerii sztuki, butików, dobrych restauracji i kawiarnianych ogródków w europejskim stylu", których brak w Saint Louis. Wiele mówi też struktura rasowa. W Clayton 7,7% mieszkańców to Afro-Amerykanie, natomiast przytłaczającą większość, 85%, stanowią biali. Dziwnym zbiegiem okoliczności poniżej progu ubóstwa żyje akurat 7,7% populacji miasta. Jeśli tendencja wzrostu Clayton się utrzyma, a Saint Louis dalej będzie się wyludniać, może za jakiś czas całe centrum przeniesie się na przedmieście?

Od dziesiątek lat władze w Stanach Zjednoczonych popełniają masę błędów, podążając za dyktatem pieniądza i nie przeciwdziałając pogłębianiu nierówności społecznych, które leżą u źródeł wszystkich miejskich problemów. Od dwudziestu lat polskie miasta również pogrążają się w urban decay, jednak ich władze rzadko wyciągają z amerykańskich porażek jakiekolwiek wnioski. Może na przykład takiemu prezydentowi Grobelnemu należałoby zafundować wycieczkę do Stanów, ale niekoniecznie na zakupy do mallu i na Fifth Avenue, ale właśnie do dzielnic, przez które przejeżdża się samochodem nerwowo i z zamkniętymi od wewnątrz drzwiami?

 

Gdyby ktoś był bardziej zainteresowany tym tematem, zapraszam do obejrzenia zdjęć nabrzeżnej dzielnicy Saint Louis wyburzonej pod łuk:

http://forum.skyscraperpage.com/showthread.php?t=162521

przeczytania moich wcześniejszych postów o urban decay w Detroit:

http://lessmore.blox.pl/2011/03/ZNIKAJACE-MIASTO.html

http://lessmore.blox.pl/2011/03/ZNIKAJACE-MIASTO-2.html

i obejrzenia opuszczonego Pruit-Igoe z piękną muzyką Philipa Glassa:

http://www.youtube.com/watch?v=CRmrxYvm7iY 

środa, 16 listopada 2011
CHERNER CHAIR

 

Krzesło Normana Chernera to dla mnie jeden z najbardziej finezyjnych, rzeźbiarskich i eleganckich projektów modernistycznych mebli. Było produkowane od 1958 roku w Stanach Zjednoczonych, z cieniowanej orzechowej sklejki. Obecnie produkcja została wznowiona przez przejętą przez synów projektanta firmę The Cherner Chair Company, niestety - cena to około 1000 dolarów. Podobnie jak większość modernistycznych mebli, które przetrwały próbę czasu, a które z założenia miały być tanimi i ładnie zaprojektowanymi meblami, również krzesło Chernera stało się towarem ekskluzywnym. Dziś postulaty dobrego projektu i niskiej ceny stara się łączyć już tylko Ikea :-)

 





 

Zdjęcia: http://www.wright20.com/search/plycraft_cherner/2

http://www.chernerchair.com/index.html

HEY HO, LETS GO!

 

W końcu udało nam się wyrwać z marginesu osób komunikacyjnie niepełnosprawnych, motowykluczonych, transportowo niepełnowartościowych - wczoraj zdaliśmy egzamin na prawo jazdy (oboje jednego dnia)!

 

11:09, less_more
Link Komentarze (7) »