Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
niedziela, 25 listopada 2012
OKRĄGLAK LIMITED COLLECTION

 

 

Przedstawiam koszulkę z nowej, niezwykle limitowanej serii odzieżowej mojego projektu. Zachowałem sobie pierwszy egzemplarz, drugi podarowałem Oscarowi Niemeyerowi, a trzeci na licytacji kupił Elton John. Niestety nie mogę zdradzić, ile zapłacił i o ile przelicytował Bono.

 

czwartek, 22 listopada 2012
CHROMOTYPOGRAFIA

 

 

Przy małej różnorodności samochodów z lat 50.-70. obecnych w Polsce taka chromowana typografia w zasadzie nas ominęła, a szkoda, bo liternictwo niektórych metalowych samochodowych emblematów jest rewelacyjne. Na stronie projektu Chromeography, zainicjowanego przez typografa Stephena Colesa, pojawiają się również maszyny do pisania, lodówki, rowery i aparaty fotograficzne - warto obejrzeć różnorodność pięknych liter, a w razie możliwości zamieścić jakiś ładny polski emblemat. Na stronie znajduje się póki co tylko całkiem fajny Jelcz, a powinien być tam umieszczony jeszcze co najmniej finezyjny znaczek Syreny. 

 







 



poniedziałek, 19 listopada 2012
MASZYNA DO ZAKUPÓW

 

 

Zawsze myślałem, że osadnicy kolonizujący Dziki Zachód Ameryki Północnej budowali najpierw fort dla ochrony przed indiańskimi plemionami, a zaraz później centrum handlowe, które oznaczało, że w najbliższej okolicy zawitała amerykańska cywilizacja. Dopiero z lektury Dzienników rowerowych Davida Byrne'a dowiedziałem się, że kowboje nie mieli możliwości zajechania pod McDrive i zaparkowania pod mallem, bo pierwsze nowoczesne centrum handlowe powstało w 1956 roku. Oczywiście już wcześniej, tak w Stanach, jak i w Europie, budowane były śródmiejskie domy towarowe czy pasaże handlowe, w Stanach także zaczynały powstawać podmiejskie centra z morzem parkingów dokoła, jednak dopiero Southdale Center w Edinnie, przedmieściu Minneapolis, całkowicie zamknięte, zwrócone sklepami do wewnątrz i klimatyzowane, pozwoliło pani domu przechodzić w styczniu pomiędzy sklepami suchą stopą i w pokojowej temperaturze, a także w ciągu jednego dnia:

- synowi ostrzyc włosy,

- sobie włosy umyć i podkręcić na nich loki,

- zmienić fleki w czarnych lakierkach,

- kupić siostrze sweter i spódnicę,

- zrobić zakupy warzywne,

- kupić materiał na zasłony,

- oddać ubranie do czyszczenia,

- oddać radio do naprawy,

- zaliczyć wizytę u dentysty (tekst z pokazanej wyżej ulotki reklamowej). 

Centrum handlowe zaprojektował Victor Gruen, imigrant z Austrii, którego firma wyspecjalizowała się w budowie malli. Obliczono, że w Minneapolis jest 126 dni w roku, kiedy temperatura pozwala na komfortowe zakupy, reszta to deszcz lub mróz, więc pomysł klimatyzowanego wnętrza był strzałem w dziesiątkę. Budynek po otwarciu mieścił 72 sklepy na powierzchni 74 000 metrów kwadratowych, a więc był trochę większy od poznańskiej Plazy (później był kilkakrotnie rozbudowywany). W środku znajdował się duży hol z ruchomymi schodami, w którym umieszczone były tropikalne rośliny, fontanna i wielka klatka dla ptaków, mające potęgować wrażenie niezależności od pogody, kilka rzeźb współczesnych (między innymi Harry'ego Bertoi), wokół galerie, food court i dwupiętrowy parking. Jak wiadomo, pomysł na taką formę handlu przyjął się bardzo dobrze, w zasadzie wypierając w Stanach wszelkie inne, idealnie zgrał się z tendencją urban sprawl, spełniając wszelkie potrzeby handlowo-usługowo-gastronomiczno-"kulturalne" mieszkańców przedmieść i przyczynił się do ogromnej zapaści amerykańskich miast. Wirus stworzony przez Gruena został na statku przywieziony do Europy, gdzie również rozpowszechnił się, chociaż Europejczycy potrafili częściowo obronić się przed jego niszczącym wpływem, dalej trafił do krajów Dalekiego Wschodu, gdzie zmutował się do jeszcze bardziej monstrualnych rozmiarów niż w USA, a od dwudziestu lat pustoszy polskie miasta. Taka światowa ekspansja idei centrum handlowego, którego formuła niewiele zmieniła przez te pięćdziesiąt lat, czyni z Gruena chyba najbardziej wpływowego architekta XX wieku - powinien wyprzedzić Le Corbusiera z jego blokami, które są już pieśnią przeszłości, a "galerie handlowe" kwitną w najlepsze i nie widać nad nimi nawet ciemnych chmur. 

 

 

Nie byłoby w tej historii niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że Gruen nie był bezdusznym amerykańskim kapitalistą dążącym do maksymalizacji zysku i przed śmiercią wyparł się "płacenia alimentów za bękarty" tysięcy amerykańskich i światowych malli. 

Przełom lat 40. i 50. w Stanach, kiedy Gruen eksperymentował z różnymi rodzajami nowoczesnego centrum handlowego, był czasem wyjątkowo sprzyjającym dążeniu do tego typu inwestycji. Po wojnie rząd amerykański wprowadził program pozwalający żołnierzom wracającym z frontu zaciągnąć kredyt hipoteczny na dom, z którego skorzystało pięć milionów rodzin, co doprowadziło do boomu budowlanego na przedmieściach. Jednak w programie premiowano białych obywateli, co skutkowało coraz większą segregacją rasową na przedmieścia dla bogatych białych i ubożejące centra, w których pozostawali czarnoskórzy. W typowej białej rodzinie, która przeniosła się do własnego domu pod miastem to mężczyzna był żywicielem rodziny, kobieta natomiast miała realizować się w wychowywaniu dzieci, zajmowaniu domem i konsumpcji, która uważana była za patriotyczny obowiązek. Konsumpcja z jednej strony była siłą napędową gospodarki, z drugiej miała charakter propagandowy. American dream był w tym czasie w pełni rozkwitu i stanowił najlepszą egzemplifikację tezy, że amerykański kapitalizm doprowadzi do większej równości i dobobytu niż radziecki komunizm - trzy na pięć rodzin posiadało własny dom, na każdą rodzinę przypadał przynajmniej jeden telewizor, trzy radia i ponad jeden samochód. Właśnie wyjątkowa dostępność samochodów, a także niespotykany dotąd rozwój sieci autostrad były najważniejszymi czynnikami, dzięki którym suburbanizacja stała się możliwa - można było łatwo pokonywać nawet kilkudziesięciokilometrowe odległości do pracy. Jednocześnie wojna pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a ZSRR nie odbywała się wyłącznie na płaszczyźnie ideologicznej - oba mocarstwa poruszały się po cienkiej granicy wojny atomowej. W Stanach strach przed atakiem nuklearnym był powszechny i podsycany przez polityków - w końcu Amerykanie najlepiej wiedzieli, jak łatwo użyć broni atomowej, bo sami niewiele wcześniej przy jej pomocy zrównali z ziemią dwa japońskie miasta. Z tego powodu rozczłonkowanie miast i rozwój szerokich przedmieść były władzom na rękę, jako utrudniające atak atomowy i minimalizujące prawdopodobieństwo zniszczenia całego miasta i zabicia większości ludności. Na obrzeżach miast miały być umieszczane strefy bezpieczeństwa, składające się ze szpitali, fabryk, magazynów z paliwem, stacji kolejowych i centrów handlowych, które w razie ataku jądrowego miały być miejscem schronienia ludności lub opatrywania ran, a w czasie pokoju służyć rozwojowi przedmieść. Centrum handlowe mogło być schronieniem, tak rzeczywistym, jak i psychologicznym - chroniło dzieci przed niebezpieczeństwami ruchu samochodowego, brudem ulicy, bezdomnymi, ale też i często czarnoskórymi.

Victor Gruen był austriackim socjalistą, który wyemigrował z Wiednia po wkroczeniu nazistów. Amerykańskie miasta podlegające procesowi suburbanizacji były dla niego w porównaniu z tętniącą życiem austriacką stolicą koszmarnym i antymiejskim krajobrazem, w którym niczym nieprzerywane szeregi podobnych domków jednorodzinnych ciągną się aż po horyzont. Żeby rozbić monofunkcyjną nudę takich dzielnic, brak życia i wspólnych przestrzeni miejskich zaproponował projektowanie w centrum tych obszarów regionalnych centrów handlowych, z których modelowym stało się Southdale Center. W założeniu Gruena miało stać się zalążkiem alternatywnej dzielnicy centralnej (dla oddalonego o 10 kilometrów śródmieścia Minneapolis) i serca okolicznych przedmieść - obok malla miał powstać nowy układ urbanistyczny z blokami mieszkalnymi, domami, centrum medycznym, szkołami, parkiem i jeziorem. Samo centrum handlowe na wzór rynków w miastach europejskich miało stać się miejscem spotkań, dyskusji, poznawania innych i spędzania czasu, zwłaszcza dla kobiet, które nie pracując, odczuwały na przedmieściach izolację, nudę i samotność, które miały pełno modnych ubrań, ale nie miały dokąd w nich pójść. Gruenowi zależało, żeby w centrach handel na równych zasadach współistniał z funkcjami społeczno-publicznymi, odbywały się wydarzenia kulturalne, a ich przestrzeń była estetyczna, przyjemna i uzupełniona dziełami sztuki. Regionalne centra handlowe obok funkcji społecznej dla mieszkańców okolicznych dzielnic miały być konkurencją handlową dla dzielnic śródmiejskich i wyzwalać między centrum a przedmieściami zdrową rywalizację. Szybko okazało się, że koncepcja nowoczesnego centrum handlowego Gruena trafiła na podatny grunt i dokładnie w swój czas. W ciągu roku po otwarciu Southdale Center powstało w USA niemal tysiąc kolejnych centrów, a przez kolejne kilka lat liczba nowopowstających malli podwajała się. Gruen w swojej wizji centrum handlowego nie wziął jednak pod uwagę, że tak szybko powstanie tak wiele ogromnych centrów handlowych, które nie będą uzupełniać śródmieści i z nimi konkurować, a wyssają z nich wszelkie życie, doprowadzając do zamknięcia wielu sklepów, punktów usługowych, lokali i kin; że rozwarstwienie rasowe na dzielnice bogate i biedne centra będzie się pogłębiało; że przedmieścia będą rosnąć w nieskończoność; że połączenie społecznych i handlowych przestrzeni w amerykańskim kapitalizmie jest niemożliwe, bo wszelkie nieprzynoszące zysku publiczne powierzchnie można łatwo skomercjalizować i zarobić na nich; wreszcie nie przewidział tego, że deweloperzy nie będą budowali całej okolicznej infrastruktury, o której myślał Gruen, a tylko komercyjne malle. Centra handlowe nie uczłowieczyły przedmieści, a stały się bardzo silnym bodźcem do ich dalszego, niekontrolowanego rozwoju i uniezależnienia od upadającego centrum miasta.

Pod koniec lat 60. Gruen rozgoryczony tym, że jego pomysł ożywiania przedmieści ograniczył się do budowy wielkich konglomeratów sklepów na których można szybko i jak najmniejszym kosztem zarobić, wrócił do Austrii i stał się krytykiem amerykańskiego konsumpcjonizmu i przeciwnikiem centrów handlowych w ogóle. W jego teorii amerykańskie centra handlowe miały tchnąć trochę europejskiego ducha w pustynie przedmieść, natomiast budowę centrów handlowych w żyjących miastach Europy uważał za bezcelową. Ironicznie pod koniec życia zdążył jeszcze doczekać budowy jednego z największych europejskich centrów handlowych we Wiedniu, które nazwał "maszyną do robienia zakupów". Równie ironicznie jego nazwiskiem, jako "efekt Gruena", został nazwany chwyt marketingowy stosowany w centrach handlowych, polegający na oszołomieniu klienta feerią barw, świateł, dźwięków i zapachów po to, żeby skłonić go do kupowania impulsywnego - to właśnie jeden z późniejszych amerykańskich pomysłów, jak z koncepcji centrum handlowego Gruena wycisnąć jak najwięcej siana.