Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
środa, 27 listopada 2013
Corbusierhaus

 



 

Nie będę się rozpisywał o jednostce mieszkaniowej Le Corbusiera w Berlinie, bo całkiem niedawno pisałem szczegółowo o Jednostce Marsylskiej, pierwowzorze dla pozostałych czterech superbloków francuskiego architekta: http://lessmore.blox.pl/2013/08/MASZYNA-DO-MIESZKANIA.html. Wszystkie powstałe po marsylskiej jednostki stoją w cieniu tej pierwszej spektakularnej i bardzo dopracowanej realizacji.

Le Corbusiera udało się ściągnąć do Niemiec wraz z innymi ówczesnymi wybitnymi architektami z okazji międzynarodowej wystawy budowlanej Interbau w 1957 roku. Jego projekt nie pasował swoimi ogromnymi gabarytami do Hansaviertel, który był terenem budowy eksperymentalnego wystawowego osiedla. Miejsce dla Le Corbusiera znalazło się daleko od centrum, na wzgórzu obok stadionu olimpijskiego. Berliński blok został zbudowany jako trzecia w kolejności jednostka. Pierwsza Unité d'Habitation oferowała mieszkańcom nie tylko mieszkania o racjonalnych proporcjach, dobrą ekspozycję na światło, przestrzeń i dostęp do zieleni, ale także ogólnodostępny taras rekreacyjny z basenem, salą gimnastyczną, sceną teatralną na dachu, przedszkole na ostatnim piętrze, ciąg handlowo-usługowy w połowie budynku, restaurację i hotel. Druga jednostka, zbudowana w Nantes, dla oszczędności została pozbawiona części handlowej, sali gimnastycznej, klimatyzacji, a także niektórych elementów rzeźbiarskiego rozmachu oryginału. W Berlinie okrojone zostało niemal wszystko, co wyróżniało marsylski blok: nie ma tu już ani dachowego tarasu, ani przedszkola, ani handlowego poziomu, a z części wspólnych pozostała chyba tylko pralnia. Dodatkowo niemieckie prawo budowlane nie pozwalało na zastosowanie ukochanych przez Le Corbusiera proporcji modulora, przez co sufity musiały zostać podniesione do 2,50m. Nie ma rzeźbiarskiego tarasu, ekspresyjnych kominów, nie ma finezyjnej zewnętrznej klatki schodowej, kolorowych markiz, masywnych podpór z fakturą deskowania, które zostały zastąpione przez tańsze prefabrykowane żyletki, wystrój korytarzy jest bardzo skromny. Blok ma siedemnaście pięter, tyle samo, co Jednostka Marsylska, ale umieszczono na nich aż 530 mieszkań (w Marsylii tylko 337, głównie ponadstumetrowych), z czego 173 kawalerki 34-metrowe, 267 dwupokojowych mieszkań 66-metrowych, oraz mieszkania dwupoziomowe: 85 trzypokojowych (106m2), 4 czteropokojowe (145m2) oraz jedno pięciopokojowe (170m2). Jak widać, wiele ideałów Le Corbusiera bardzo szybko zostało zweryfikowanych przez finanse i prawo. Ale mimo widocznych oszczędności, estetyka pozostała na najwyższym poziomie, a malowanie jest nawet ładniejsze niż w pierwszej jednostce. Tyle, że budynek stał się zwykłym blokiem, bardzo ładnym, ale jednak funkcjonalnie takim, jak wiele innych. ■

 



Mies van der Rohe Haus



 

Nazwa "Mies van der Rohe Haus" to chwyt marketingowy, bo sugeruje co najmniej, że to berliński dom własny architekta. Jednak chwyt był skuteczny, bo kiedy dowiedzieliśmy się o istnieniu tego niewielkiego domu z ulotki w Bauhaus Archiv, pojechaliśmy go obejrzeć, a właściwa nazwa "Landhaus Lemke" nie podziałałaby pewnie na nas tak magnetycznie. Mimo niepozornych gabarytów budynku, który jest nie tylko ledwo zauważalny w otoczeniu dużych domów jednorodzinnych i kilkupiętrowych kamienic, ale też tego, że trzeba być chyba wybitnym znawcą architektury, żeby dostrzec w elewacji od ulicy (na zdjęciu poniżej) dzieło jednego z najważniejszych architektów XX wieku, naprawdę warto było ten minimalistyczny dom zwiedzić. 

Projekt powstał w 1932 roku dla Karla Lemke, właściciela studia graficznego i drukarni; dom został zrealizowany w roku następnym i jest to ostatni niemiecki projekt Miesa van der Rohe przed emigracją do Stanów (następnym będzie dopiero zbudowana 35 lat później Neue Nationalgalerie z poprzedniego postu). Małżeństwo Lemke było bezdzietne i oczekiwało nowoczesnego, niedużego domu otwartego na ogród, który rozciąga się aż do brzegu jeziorka Obersee. Mies zaproponował parterowy, ceglany budynek w kształcie litery L z utworzonym od strony ogrodu i jeziora dziedzińcem, na który wychodzą dwa główne pomieszczenia - salon i pracownia, przeszklone w całości od podłogi do sufitu, doświetlające dom i łączące go z krajobrazem. Od strony ulicy umieszczona jest kuchnia z zapewniającymi prywatność oknami zwyczajnej wielkości oraz garaż; całości dopełnia tylko jedna sypialnia i dwie łazienki. Ogród zaprojektował Karl Foerster, a dom oryginalnie wyposażony był w meble autorstwa van der Rohe i Lily Reich. Niestety w 1945 roku dom został zajęty przez Armię Czerwoną i zamieniony na garaż, później służył enerdowskiej Stasi. Na początku XXI wieku zarówno dom, jak i ogród zostały przywrócone do oryginalnego stanu; mieści się tu teraz galeria sztuki współczesnej.

Przy okazji polecam post o willi Tugendhatów w Brnie, którą udało nam się zwiedzić w zeszłym roku: http://lessmore.blox.pl/2012/08/WILLA-TUGENDHATOW.html - tak wygląda Mies van der Rohe z tego samego czasu, ale w wersji de luxe■

 

wtorek, 26 listopada 2013
Neue Nationalgalerie w Berlinie

 

 

Mimo niezbyt sprzyjającej pogody, która zresztą widać na zdjęciach, postanowiliśmy wybrać się na kilka dni do Berlina. To miasto tak bardzo różnorodne i pełne kontrastów, że chyba każdy może w nim znaleźć dla siebie coś interesującego. A świetnej nowoczesnej architektury jest w nim wyjątkowo dużo, musiałem więc ograniczyć architektoniczną część naszej wycieczki do absolutnej modernistycznej klasyki (moja żona i tak wykazała dużo zrozumienia, kiedy ciągałem ją w deszczu między budynkami, których kształt najbliższy jest leżącemu lub stojącemu pudełku). Ale było warto, bo chyba w żadnym mieście w Europie nie można zobaczyć zrealizowanych projektów architektów takich jak Mies van der Rohe, Oskar Niemeyer, Walter Gropius, Alvar Aalto, Arne Jacobsen i Le Corbusier (a wymieniam tylko najbardziej znanych modernistów, bo listę współczesnych architektonicznych sław, które przyczyniły się do nowoczesnego kształtu Berlina, można by ciągnąć dużo dalej).

Na początek Nowa Galeria Narodowa - jeden z najbardziej znanych projektów Miesa van der Rohe, jednak zawsze warto pokazać to niestandardowe muzeum. Projekt powstał w 1962 roku, a jego realizacja zakończona została w 1968, na krótko przed śmiercią architekta. Z zewnątrz widoczna jest efektowna, symetryczna i w całości przeszklona konstrukcja, ze stalowym kwadratowym dachem o boku 65 metrów, opartym jedynie na ośmiu słupach. Jej otwarty plan i transparentna neutralność służą organizowanym w niej wystawom czasowym. Jednak ta hala to zaledwie 1/4 powierzchni wystawienniczej, bo reszta, mieszcząca główną, stałą ekspozycję sztuki XX wieku, znajduje się pod stopami zwiedzających wchodzących do muzeum - ukryta jest w granitowym cokole, na poziomie -1. Z niego można wejść do ukrytego przed przechodniami ogrodu z ekspozycją rzeźb. 

 

 

Można nie lubić powojennych budynków Miesa van der Rohe, zimnych, powtarzalnych i odartych z wszelkiego detalu, jednak nie sposób odmówić im niesamowitej harmonii, finezji w swojej prostocie i skrajnego dopracowania najdrobniejszych, pozornie nieistniejących szczegółów - tak jak można nie lubić chodzić w dobrze skrojonych czarnych garniturach, ale nie da się zanegować ich elegancji i ponadczasowości. ■

 



To zdjęcie autorstwa Joy Rondello, wykonane od strony ogrodu rzeźb, świetnie pokazuje widoczną tylko z tego miejsca dwupoziomowość budynku.

czwartek, 07 listopada 2013
Bezimienny placyk

 

Dziś nie będzie ani trochę modernistycznie, a wręcz eklektycznie! Jako, że od kilku lat jestem łazarskim lokalsem, już od dawna nosiłem się z zamiarem zrobienia obrazka z tą klimatyczną dzielnicą - i oto jest: 

 

 

Zdecydowałem się na skwerek na skrzyżowaniu ulic Małeckiego, Łukaszewicza i Granicznej, bo jest wyjątkowo malowniczy, ale niestety też wyjątkowo zapomniany. Nie doczekał się nawet nadania nazwy. Zielona przestrzeń w centrum placyku ogrodzona jest brzydkim płotkiem i zamiast ławek mieści studnię i trafostację, a cała przestrzeń jest dokumentnie obstawiona samochodami (na tym rysunku, gdyby chcieć być dokładnym, powinno się ich znaleźć raczej z pół setki). Pozytywną stroną zapomnienia tej okolicy jest wyjątkowo dużo punktów usługowych i sklepików wyglądających jak pięćdziesiąt lat temu - tapicerzy, magiel, pasmanteria, sklep z włóczkami, fryzjer, sklep z wiejskimi jajami, mięsny, a do niedawna jeszcze sklep rybny i krawiec. Za to kamienice, powoli bo powoli, ale remontują się, pewnie kiedyś przyjdzie i czas na ucywilizowanie nawierzchni, zieleni i miejsc parkingowych - mam taką nadzieję, bo to przestrzeń z naprawdę dużym potencjałem. ■