Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
czwartek, 31 marca 2011
ZNIKAJĄCE MIASTO



 

 

Jako mieszkańcy europejskiego kraju jesteśmy przyzwyczajeni, że miasta nawarstwiają się przez wieki, przeżywają okresy stabilnego rozwoju, czasami boomu gospodarczego, czasami stagnacji, czasem są bombardowane lub równane z ziemią, jednak zawsze podnoszą się z gruzów lub gospodarczych zapaści, bo nie są tylko miejscem, w którym załatwia się ekonomiczne interesy. Inaczej jest w Stanach, gdzie o kształcie miast decyduje prawie wyłącznie ekonomia. Niższe budynki wyburza się pod wyższe, jeśli jest taka potrzeba; starsze pod nowsze, o ile są tańsze w eksploatacji; jeśli miejsce przestaje być atrakcyjne, budynek opuszcza się lub wyburza. Trochę inaczej wygląda to w starych amerykańskich miastach, jak Nowy Jork, który żyje szczególnie europejsko, chociaż i tam wiele malowniczych wieżowców poszło pod kilof wyłącznie dlatego, że taniej było zbudować nowe szklano-metalowe pudełko w stylu międzynarodowym, niż dbać o eklektyczne dekoracje i ogrzewać stary wieżowiec.

Szczególnie szokującym przykładem takiego czysto utylitarnego traktowania miasta jest Detroit - miasto, które odniosło spektakularny sukces wraz z szalonym rozwojem amerykańskiej motoryzacji w pierwszej połowie XX wieku i które wraz z narastaniem kryzysu na tym rynku od pięćdziesięciu lat traci mieszkańców i popada w kompletną ruinę.

Wszystko zaczęło się od Henry'ego Forda, który na początku XX wieku założył w Detroit fabrykę samochodów. Sprowadzenie się do miasta jeszcze dwóch potentatów rynku motoryzacyjnego, Chryslera i przede wszystkim General Motors, (który w ciągu kilkudziesięciu lat poprzez wykupowanie firm transportowych i zamykanie ich doprowadził do upadku transportu publicznego w całych Stanach i całkowitego uzależnienia Amerykanów od samochodów - a co za tym idzie zwielokrotnienia na niespotykaną skalę zarobków firm produkujących samochody), doprowadziło do błyskawicznego rozwoju miasta. Trzy koncerny, osiągając krociowe zyski i potrzebując masy siły roboczej, oferowały dużo wyższe zarobki niż fabryki w innych miastach, co wraz z nakręcającym prosperitę zmilitaryzowaniem zakładów na czas wojny zaowocowało spektakularnym sukcesem demograficznym miasta. Z niecałych 300 000 mieszkańców na początku XX wieku, populacja skoczyła do niemal dwóch milionów w 1950, co wywindowało Detroit na 5. miejsce wśród największych amerykańskich miast.

Tak wyglądały fabryki w Motor City w czasach świetności:

 

 

To był punkt kulminacyjny; od tego momentu zaczęły ujawniać się problemy spowodowane przez te same czynniki, które zdecydowały o rozwoju miasta. Splotły się tu dwa problemy:

Po pierwsze: wysokie zarobki w sektorze motoryzacyjnym doprowadziły do umocnienia związków zawodowych, które wywalczyły sobie szereg absurdalnych przywilejów pracowniczych. Kocerny obciążone nadmiernymi kosztami przywilejów zmuszone były podnosić ceny swoich wielkich, paliwożernych samochodów, a to wraz ze wzrostem cen paliw i kryzysami paliwowymi mocno wpływało na konkurencyjność amerykańskich samochodów. Koncerny musiały więc albo przenosić się gdzieś, gdzie mogły zaproponować niższe zarobki, albo obcinać zatrudnienie, co skutkowało bezrobociem. Dodatkowo ogromna ilość zrzeszonych w związkach robotników decydowała o tym, że wybory w mieście wygrywali zawsze lewicowi politycy, którzy jeszcze rozciągali socjalne roszczenia na miasto.

Po drugie: wielka migracja do miasta to przede wszystkim ogromny napływ czarnoskórej ludności, często niewykwalifikowanej, a więc najbardziej zagrażonej bezrobociem, a także najbardziej uwierającej białą klasę średnią z sąsiedztwa.

Tak wyglądało miasto u szczytu rozwoju, a jednocześnie zarania swojego upadku (ciekawy jest również pokazany tam modernistyczny model miasta, który też już był na krawędzi upadku):

 

 

Do przełomu doszło w 1967 roku, kiedy populacja miasta już powoli spadała (częściowo z powodu narastającego bezrobocia, a częściowo z powodu migracji białych do domków pod miastem, gdzie sąsiedzi nie są czarni) - doszło do intensywnych rasowych zamieszek - zginęły 43 osoby, a czarni podpalili 2500 budynków. Od tego czasu biali zaczęli uciekać z miasta do swoich oaz wyśnionych w american dreams, co doprowadziło z biegiem czasu do niemal stuprocentowej segragacji - bogaci biali zamieszkali w odosobnionych podmiejskich dzielnicach domów jednorodzinnych, a czarni, których nie było na to stać, opanowali miasto (a to mieszkańcy miasta płacą podatki, więc te wpływy drastycznie spadły).

Także kłopoty Forda, Chryslera i GMC zaczęły się nasilać. Przywileje finansowe tak prezesów, jak i zwykłych pracowników powiększały się cały czas, samochody drożały, tak jak i paliwo. Amerykanie, nie mając alternatywy komunikacyjnej dla samochodu, pognębieni jeszcze przez niedawny kryzys, chyba na zawsze zrezygnowali z za drogich i zbyt mało ekonomicznych krążowników szos na rzecz mniejszych, tanich i trwałych samochodów japońskich - w 2009 General Motors i Chrysler ogłosiły bankructwo.

To wszystko doprowadziło do drastycznego spadku ludności miasta - z 1 850 000 mieszkańców do 714 000 wg danych z najnowszego spisu powszechnego (gazeta.pl). Wraz ze spadkiem ludności miasto popadło w ruinę i coraz bardziej kurczy się - długo nie remontowane opuszczone budynki wyburza się, chyba po to, żeby nie potęgować dołującego klimatu miasta, a puste działki zamienia w parkingi. Dla mnie takie przetrzebione miasto z morzem parkingów to jest dopiero dół (zdjęcia poniżej z downtown lub bezpośredniego sąsiedztwa centrum). Wrzuciłem powiększenia, bo widok jest naprawdę niesamowity - jak miasto uporządkowane po bombardowaniach, a przecież nic tu się nie stało poza katastrofą ekonomiczną:

 

 

Jak "cofa" się miasto, doskonale widać na przykładzie poniższych zdjęć okolic Grand Circus Park (w centrum). Szeroka ulica przechodząca pośrodku skweru to Woodward Avenue, reprezentacyjna arteria miasta (nowe zdjęcia nie obrazują do końca zmian, bo są zrobione w latach ok. 2002-2008):

 

 

Dla mnie zupełnie niesamowite jest to, że kurczenie się centrum Detroit to proces prawie dokładnie odwrotny do tego, w jaki miasta amerykańskie się rozrastają. Rozwój to wytyczenie siatki ulic, stopniowa budowa wieżowców i zamiana niezabudowanych jeszcze parcel na parkingi obsługujące istniejące wieżowce, dalej rozój ekonomiczny miasta, dogęszczanie centrum wieżowcami i likwidacja parkingów. Dezurbanizacja centrum w przypadku Detroit to opuszczanie wieżowców i budynków, stopniowe ich wyburzanie i zamiana pustych miejsc na wyasfaltowane parkingi. Cofnięte w rozwoju centrum Detroit wygląda bardzo podobnie do centrum Houston w fazie rozwoju - wieżowce ustawione wśród parkingów.

ZNIKAJĄCE MIASTO 2



 

Detroit nie jest oczywiście całkiem martwe, w końcu mieszka tam jeszcze 700 000 ludzi. Sam środek downtown wygląda bardzo porządnie, a opuszczone wieżowce nie rzucają się zbyt w oczy, bo z zewnątrz wyglądają ok, za to są zdemolowane w środku:

 

 

 

 

Tak wygląda nieczynny od dwudziestu kilku lat dworzec, kiedyś najwyższy na świecie. Kolej zresztą w ogóle już tu nie podjeżdża:

 

 

Parking w Michigan Theater:

 

 

I trochę innych zdjęć dla wyrobienia sobie ogólnego oglądu - biura, urzędy, fabryki, teatry, biblioteki, szkoły, kościoły, sklepy, punkty usługowe, mieszkania:

 

 

 

Tak wygląda wiele niegdyś zabudowanych domek przy domku neighbourhoods:

 

 

W ogromnej większości czarnoskórzy mieszkańcy, bez perspektyw, pracy, przy coraz większym bezrobociu, przestępczości i pogarszającej się edukacji (żeby zaoszczędzić władze zrobiły sześćdziesięcioosobowe klasy w szkołach), często są świadkami zabaw w podpalanie pustych domów. Miasto z kolei realizuje plan wyburzeń 10 000 z 30 000 opuszczonych budynków (kolejne 50 000 jest objętych procedurą bankructwa). Wiele z nich to siedziby gangów lub handlarzy narkotyków.

Miasto coraz bardziej "zjadane" jest również przez naturę. Opuszczone budynki szybko zarastają roślinnością, we wcześniej zurbanizowane okolice wracają dzikie zwierzęta, cieki wodne stają się coraz czystsze, w związku z czym znów pojawiają się w nich bobry.

 

W tle siedziba główna GMC.


 

Co stanie się dalej, nie wiadomo. Nie jest to pierwszy kryzys miasta w Stanach, wcześniej dotykał m.in. Seattle i Chicago (obu miastom udało się wrócić do formy); jednak na pewno ten jest najpoważniejszy. Detroit walczy o życie, rząd USA pompuje pieniądze, żeby podnieść na nogi GMC i Chryslera, ale chyba nie na wiele się to zda, bo związki zawodowe dalej nie są w stanie zrezygnować z przywilejów, a ciągły spadek ludności i zła sława miasta tylko pogarszają sprawę. Detroit albo skurczy się do naprawdę niewielkich rozmiarów, takich, jakie miało przed erą koncernów samochodowych, albo przegra z naturą i stanie się ogromnym ghost city, albo Amerykanie ogarną się i podniosą to miasto z kolan. Mam nadzieję, że zwycięży ta trzecia opcja. Może kiedy osiągnie zupełne dno, zaczną do niego ściągać lubiący takie beznadziejne miejsca artyści, może stanie się modnym miastem i powoli zacznie wracać do niego życie. Na koniec proszę więc osłuchać Detroit techno z lat osiemdziesiątych, kiedy to muzyka techno kojarzyła się właśnie z industrialnym klimatem Detroit, a nie z gwizdkami, love parade i różowymi włosami.

 

 

Większość z tego, co znalazło się w tym przydługim poście, to ekstrakt z dyskusji o Detroit i materiałów podlinkowanych na forum skyscrapercity.com. Użyłem również zdjęć i informacji z bloga Mechanofaktura oraz zdjęć Yvesa Marchanda i Romain Meffre

środa, 23 marca 2011
HOTEL MERKURY

 



rockwool.pl

 

Hotel Merkury to jeden z lepszych modernistycznych budynków w Poznaniu. Stojąc w komunikacyjnym centrum miasta jest jednym z najlepiej rozpoznawalnych obiektów, podobnie jak Okrąglak wtopił się w urbanistyczny krajobraz, a dzięki temu, że nie jest szary i zapuszczony, nie budzi żadnych negatywnych emocji.

 

Tak wyglądał:

(po kliknięciu na obrazek powiększenie)


 

Budynek powstał w latach 1961-64 wg projektu Jana Cieślińskiego, Jana Węcławskiego i Henryka Grochulskiego. Inspiracją dla jego kształtu były nowoczesne wtedy zachodnie realizacje - ukończona kilka lat wcześniej Kwatera Główna UNESCO w Paryżu (projektu Marcela Breuera, Bernarda Zehrfussa i Piera Luigi Nervi - ma podobny trzyskrzydłowy plan, szachownicowy układ okien na fasadach, podobne skrzydlate zadaszenie wejścia oraz lekki, przeszklony parter oparty na słupach) i hotel Hilton w Berlinie (teraz Inter-Continental, również z szachownicowym układem okien).

 

UNESCO w Paryżu


Berliński Hilton

 

 

 Tak wygląda:

(po kliknięciu na obrazek powiększenie)


 

Pod koniec lat dziewięćdziesiątych hotel został kupiony przez sieć Accor i w latach 1999-2002 gruntownie zmodernizowany i przebudowany wg projektu Andrzeja Kurzawskiego, Wojciecha Kolesińskiego, Mariusza Gramowskiego i Przemysława Woźnego. Dołączył do sieci hoteli "Mercure", więc jego nazwa nie zmieniła się zbytnio, za to elewacje budynku niestety bardzo. Przezroczyste szkło i czarny laminat w przyziemiu został zamieniony na modne ówcześnie zielone odcienie, a elewacje obłożono różowo-kremowymi panelami. Kolorystyka to kwestia gustu, jednak ingerencja w układ okien była fatalnym pomysłem. Hotel stracił wiele lekkości - drastycznie zmniejszono okna i poukładano je w wąskie pionowe pasy, rezygnując z szachownicy; wąskie przestrzenie pomiędzy piętrami i delikatne szprosiki na łączeniu okien na rogach budynku zastąpiono ordynarnymi pasami szarych paneli. Ponadto elewacje stały się płaskie - wcześniej szachownica płyt międzyokiennych była jakby "naklejona" na elewację, wystając poza płaszczyznę okien.

 

http://www.fortis.com.pl/realizacje/wielkopolskie.html


Ile stracił hotel Merkury, można zobaczyć na przykładzie wirtualnie przebudowanego hotelu Inter-Continental w Berlinie:

 

 

 Tak mógłby wyglądać, ale niestety nie wygląda:

(po kliknięciu na obrazek powiększenie)


 

Moim zdaniem wystarczyłoby zmienić nieco kolorystykę i materiały, nie ingerując w oryginalny projekt, żeby hotel wyglądał naprawdę nowocześnie i mógł konkurować z popularnymi obecnie budynkami w neomodernistycznym kostiumie. Biało-grafitową kolorystykę, jak na rysunku powyżej, w połączeniu z takimi materiałami, jakie zostały użyte przy modernizacji budynków przy Pragerstrasse w Dreznie, widziałbym w Poznaniu:

 

 

Hotel Merkury to budynek o architekturze dużo bardziej wyrafinowanej, a niestety jest skazany na zdecydowanie gorszą prezencję. Tak wyglądał drezdeński blok przed remontem:

 

Trzy ostatnie zdjęcia: skyscrapercity.com

 

 Tak mógłby wyglądać, ale na szczęście nie wygląda:

(po kliknięciu na obrazek powiększenie)


 

 

To już moja fantazja - tak mógłby wyglądać, gdyby został wyremontowany w szalonych latach dziewięćdziesiątych. I tym optymistycznym akcentem zakończę post.

TERMOMODERNIZACJA I TERMODEWASTACJA



 

Dwa poznańskie przykłady - bez komentarza.

Ulica Zielona, biurowiec

Przed:

 

fot. Dominika Żurawska, http://fotopoznan.blogspot.com/


fot. www.urbanity.pl


Po (a właściwie w trakcie, tył budynku będzie wyglądał tak samo, a przyziemie nie jest jeszcze zaczęte):

 

 

Ulica Zwierzyniecka, biurowiec:


http://modernistyczny-poznan.blogspot.com/


Po:

 

Fot. Łukasz Cynalewski / Agencja Gazeta

środa, 16 marca 2011
OKŁADKI PŁYT PET SHOP BOYS

 

Mam słabość do wykonawców muzycznych, którzy szczególnie dbają o wizualną oprawę swoich płyt. Albumy Pet Shop Boys to najjaśniejsza gwiazda oświetlająca nieskończone mielizny okładek z wizerunkami wykonawców muzyki pop.

Większość projektów powstała w kooperacji grafika Marka Farrowa i muzyków zespołu.

 

Disco, CD i LP, 1986

 

Actually, CD, 1987

 

Always On My Mind, singiel, 1987

 

Introspective, CD, 1988

 

Heart, singiel, 1988

 

Behaviour, CD, 1990

 

Music For Boys, singiel, 1991

 

Very, polistyrenowe pudełko CD, 1993

 

Liberation, singiel, 1994

 

Nightlife, CD, 1999

 

Release, CD, 2002, projekt Tatiana Gaz

 

Battleship Potemkin, CD, 2005

 

Minimal, singiel, 2006

 

Concrete, CD, 2006

 

DISCO Four, singiel, 2007

 

Love etc., singiel, 2009

 

Christmas, singiel, 2009

 

Ultimate, CD, 2010

 

Yes, CD, 2011

 

A na koniec coś naprawdę wyjatkowego - kolekcjonerskie wydanie albumu "Yes" na jedenastu winylach (jedna piosenka + jej wersja instrumentalna na każdej płycie), każdy umieszczony w kopercie innego koloru i w zbiorczym czarnym pudle:

 

 

Układając odpowiednio koperty, można stworzyć jeden z dwóch poniższych obrazków:

 

 

http://www.farrowdesign.com/

http://www.discogs.com/artist/Pet+Shop+Boys#p=1&t=Releases_All

 
1 , 2