Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
czwartek, 16 czerwca 2011
MARINA CITY

 

 

Nie jestem wielkim fanem wysokich wieżowców, ale Marina City w Chciago projektu Bertranda Goldberga to moim zdaniem jedne z najlepszych. Zapraszam do obejrzenia kilku zdjęć.

 

Fot . Hedrich Blessing


(nie znam autora)


Fot. Dennis Lee Harris


(nie znam autora)


(nie znam autora)


Fot. Menlo/flickr


Fot. Menlo/flickr


Fot. Bill Egdahl


Fot. tomdebiec/flickr


Fot. tomdebiec/flickr



Fot. tomdebiec/flickr


Fot. Ron Schramm




Fot. Kim Johnson Images/flickr


fot. donnievendetta/flickr


Fot. Orlando Cabanban


Fot. p2wy/flickr



Fot. clarkmaxwell/flickr


(nie znam autora)

środa, 15 czerwca 2011
KREMOWE ROWERY

 

 

Jak wiadomo, ojczyznami klasycznych miejskich rowerów są przyjazne cyklistom kraje zachodniej Europy - Holandia, Dania, Wielka Brytania. Jednak jak się okazuje również w kraju, gdzie ścieżek rowerowych nie ma, kończą się niespodziewanie lub mają tylko dziesięć metrów, można zaprojektować naprawdę niezłe tradycyjne rowery, oparte na dopracowanych i sprawdzonych przez miliony holenderskich użytkowników wzorcach.

Firma Creme Cycles z Gdańska podeszła do sprawy naprawdę profesjonalnie; ma ładną stronę, zdjęcia, a przede wszystkim świetne projekty rowerów. Niesamowite, jak dzięki blogowej reklamie (chyba głównie dzięki blogom rozprzestrzenia się wieść o firmie) i posiadając dobry produkt można zbudować sieć dystrybucji od Japonii po Australię - przed dobą internetu taki zasięg był dostępny tylko dla wielkich koncernów.

Firma produkuje głównie proste, tradycyjne rowery miejskie, pozbawione wszelkich sportowych akcentów, jakie często pojawiają się we współczesnych holenderskich rowerach, a jednocześnie w odróżnieniu od retro-modeli Gazelle czy Batavusa mają delikatny rys nowoczesności. Poza tym przy podobnym osprzęcie są to rowery nieco tańsze.

Szkoda tylko, że firma próbuje ukryć swoją narodowość (made in EU). Chociaż może to konieczne, bo mając do wyboru rower wschodnioeuropejskiego pochodzenia i solidny holenderski, większość konsumentów wybrałaby pewnie ten drugi.

 

 

Nie pogardziłbym którymś z tych dwóch rowerów:

Holymoly:


 

Caferacer:

 

 

http://cremecycles.com/

środa, 08 czerwca 2011
FERRARI 512 S MODULO



 



 

Nie mam samochodu, prawa jazdy, jako dziecko nie przepadałem za zabawami resorakami, a podczas użytkowania ścieżek rowerowych i chodników samochody wyłącznie denerwują mnie. Nie podobają mi się współczesne masywne SUV-y, większość pojazdów zaokrąglonych we wszystkich możliwych miejscach i podnoszenie aut coraz bardziej w górę. Za to nie pogardziłbym porsche 911 lub jakimś fajnym aston martinem, ewentualnie sportowym jaguarem, w których ogląda się szosę z żabiej perspektywy. Te marki potrafią zaprojektować samochód, który będzie dziełem sztuki, a jednocześnie trafi do produkcji (oczywiście dostępnej tylko dla osób z wyjątkowo grubym portfelem). Mnie na tego typu samochód oczywiście nie stać, zresztą jak na większość opisywanych na tym blogu designerskich przedmiotów, których i tak nie kupiłbym, gdybym mógł sobie na nie pozwolić, bo posiadanie ich to marnotrawstwo pieniędzy i snobizm. Ale fajnie, że powstają, bo można je pooglądać, niekoniecznie wydając na zakup swoje długoterminowe zarobki.  

Do przedmiotów wyłącznie do oglądania należą samochody koncepcyjne. I to jest w nich fajne, bo nie są ograniczone kompromisami koniecznymi do wdrożenia seryjnej produkcji, nie muszą być bezpieczne, tanie, zaprojektowane tak, żeby spodobały się jak największej liczbie konsumentów. Projektanci samochodów koncepcyjnych nie muszą szczypać się z jakimikolwiek realiami (prototyp poniższego samochodu nie miał podobno nawet skrętnych kół), stawiając na formę, która będzie antycypowała przyszłość motoryzacji i prezentowała nową wizję świata (w większości nietrafioną). Ja mam szczególny sentyment do niespełnionego retro-future, Jetsonów, kosmicznego modernizmu i Lego Space z lat 80.; właśnie w tym duchu powstał Ferrari 512 S Modulo, zaprezentowany na Geneva Motor Show w 1970 roku, ale z projektem przygotowywanym w końcówce lat sześćdziesiątych. Autorem samochodu jest Paolo Martini, projektant słynnego studia Pininfarina. Prototyp powstał na bazie wyścigowego Ferrari 512 S, osiągał prędkość 360 km//h, miał zakryte nadwoziem koła, silnik odkryty pod otworami tylnej szyby, przednią szybę odsuwaną wraz z bocznymi i dachem, pełniącą funkcję drzwi i przede wszystkim futurystyczny wygląd, który nie wpłynął nijak na wygląd dzisiejszych samochodów. Może kiedyś wpłynie na kształt osobowych pojazdów latających, które zapełnią nasze miasta, i z których będziemy przesiadaś się na ruchome chodniki.