Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
środa, 22 sierpnia 2012
WILLA TUGENDHATÓW

 

Copyright David Židlický

 

Czasem można zapłacić architektowi dużo, a dostać mało - tak właśnie było z żydowskimi przemysłowcami Gretą i Fritzem Tugendhatami z Brna. Za równowartość piętnastu luksusowo wyposażonych willi otrzymali płaski klocek, który od ulicy wygląda jak wiejskie przedszkole, a po zgrzebnie umeblowanych wnętrzach, w stylu oscylującym pomiędzy Ikeą a hotelem robotniczym, hula wiatr. Żeby uzasadnić takie przebicie w cenie i prostactwo kształtów budynku i mebli, architekt Ludwig Mies van der Rohe wymyślił hasło "less is more", żeby łapać na nie kolejnych frajerów i za krzesło wygięte ze stalowych rurek kasować więcej niż za rzeźbione meble, przy których, jak wiadomo, narobić się trzeba zdecydowanie bardziej. Jak również wiadomo, frajerów na świecie nie brak, więc po wojnie sprzedawał amerykanom wielokrotnie jeden projekt wieżowca, który zaprojektował zainspirowany pudełkiem zapałek. Jednak najlepszym numerem Miesa było wciśnięcie hiszpańskiej parze królewskiej zwykłych foteli jako tronów.

Oczywiście żartuję, willa Tugendhatów jest już wpisana na listę Unesco i do dzisiaj jest jednym z najbardziej wpływowych domów, tak pod względem estetycznym, jak i funkcjonalnym. Ekskluzywna i w swoim czasie radykalnie nowoczesna willa powstała w latach 1929-1930 i została dopracowana przez Miesa van der Rohe w najdrobniejszych szczegółach, od specjalnie zaprojektowanych przy pomocy Lilly Reich mebli aż po klamki w drzwiach. Majętni przedsiębiorcy nie pomieszkali w domu długo, bo ze względu na swoje pochodzenie wyemigrowali z Czech po zaanektowaniu kraju przez III Rzeszę; dom został zajęty przez Gestapo, popadając w coraz większą ruinę. Ucierpiał w trakcie bombardowania, a w końcu armia sowiecka urządziła w nim stajnię. Po wojnie pełnił bardzo różne funkcje i dzięki inicjatywie Grety Tugendhat był stopniowo remontowany i wyposażany na nowo w oryginalne meble. Ostatni, kilkuletni remont za prawie sześć milionów euro zakończył się w tym roku i willa wygląda i funkcjonuje jak przed osiemdziesięciu laty, a patrząc na zdjęcia z lat trzydziestych trudno dopatrzyć się zmian w wystroju. Po latach udało się nawet odzyskać skradzione przez faszystów mahoniowe okładziny ścienne. 

Przy okazji wakacyjnego wyjazdu udało nam się przejechać przez Brno i z odrobiną ślepego szczęścia (należało zarezerwować bilet na miesiąc wcześniej, o czym nie wiedzieliśmy) zwiedzić willę. Budynek opiera się na nowatorskiej stalowej konstrukcji (co pozwoliło stworzyć wielką otwartą przestrzeń salonu i swobodnie kształtować układ pomieszczeń) i został wkomponowany w pochyły teren działki. Od strony ulicy dom jest parterowy, natomiast od strony idącego w dół ogrodu ma trzy kondygnacje:

 

 

Podłużny, niski dom w dzielnicy zabudowanej piętrowymi historyzującymi i - o ile można je tak określić w sąsiedztwie tego budynku - modernistcznymi willami, nie rzuca się zbytnio w oczy. 

 

 

Wnętrze domu zakryte jest przed wzrokiem przechodniów zaokrągloną ścianą z mlecznego szkła, za którą znajduje się hall z klatką schodową wyłożoną naturalnym kamieniem:

 

 

Stalowy słup o przekroju krzyża to jeden z elementów konstrukcyjnych domu:

 

 

Najwyższą kondygnację (czyli parter od ulicy) zajmują pokoje domowników. Wyłożony drewnem hall i krzesła Weissenhof, zaprojektowane do wcześniejszego bloku Miesa van der Rohe w Stuttgarcie:

 

 

Sypialnia-gabinet właściciela domu:

 

 

Doświetlona oknami w dachu łazienka:

 

 

Sypialnia Grety Tugendhat z krzesłem Brno, zaprojektowanym specjalnie do tej willi i podnóżkiem Barcelona:

 

 

Pokój dziecięcy:

 

 

Pokój córek:

 

 

Pokój guwernantki, ze specjalnie zaprojektowanym przez Miesa i Lilly Reich fotelem Tugendhat:

 

 

Sporą część górnego piętra zajmuje duży taras z widokiem na ogród i stare miasto w Brnie. Taras połączony jest zarówno z większością pokojów mieszkalnych, jak i furtką prowadzącą na ulicę. Dla bezpieczeństwa chroniony był fotokomórką (!).

 





 

Pokazaną wyżej klatką schodową schodzi się do najbardziej spektakularnej części dziennej - otwartej przestrzeni opierającej się wyłącznie na stalowych słupach, przedzielonej tylko fragmentem ściany pomiędzy salonem i biblioteką, i półokrągłą ścianą wydzielającą jadalnię. Dwie z czterech zewnętrznych ścian są na całej wysokości i długości przeszklone. W ciepłe miesiące te szklane ściany można było zlikwidować, wsuwając okna całkowicie w podłogę przy pomocy elektrycznego systemu. W razie potrzeby poszczególne części przestrzeni można było rozdzielić kotarami. 

 



 

Fragment pokrytej mahoniem ściany jadalni i onyksowa ścianka oddzielająca bibliotekę, zaprojektowana, żeby zmieniać kolory wraz z padającym od południowego zachodu światłem. Przy niej trzy fotele Tugendhat i trzy Barcelony, zaprojektowane do pawilonu Expo i na otwarcie wystawy z udziałem hiszpańskiej pary królewskiej:

 





 

W tle czerwony szezlong autorstwa Lilly Reich i Miesa van der Rohe (zresztą jak wszystkie krzesła i fotele w tym domu):

 

 

Półokrągła jadalnia z fotelami Brno (mimo że wygląda jak pokój konferencyjny): 

 

 

Biblioteka:

 

 

Oranżeria, za jedną ze szklanych ścian:

 

 

Łącznik pomiędzy częścią dzienną a znajdującą się na tym samym poziomie kuchnią i spiżarnią:

 











 

Z poziomu dziennego okrętowymi i zdecydowanie mniej wygodnymi schodami można zejść na najniższe piętro domu, chociaż można też wjechać windą. Znajduje się tam techniczne serce budynku - kotłownia sterująca ogrzewaniem, klimatyzacją (co również było w czasach budowy willi czymś futurystycznym) i silniki otwierające okna piętro wyżej. Na tym poziomie znalazły swoje miejsce wszelkie przechowalnie, pralnia, prasowalnia, suszarnia, ciemnia fotograficzna Fritza Tugendhata, a nawet pokój do przechowywania futer, chroniący przed molami.  

 

 

Z poziomu dziennego szerokimi schodami można przejść do schodzącego w dół ogrodu. Na zdjęciach elektryczne szyby są częściowo opuszczone:  

 



 

Ogród połączony jest także drugimi schodami prowadzącymi z boku budynku z poziomem ulicy. Ta część budynku to pokoje dla służby i szofera, nieprzeznaczone do zwiedzania. 

 

 

Na koniec kilka urzekających detali - według Miesa "Bóg jest ukryty w szczegółach". Kaloryfer, przykryty szkłem kontakt, klamka w drzwiach na taras, ogranicznik do drzwi, armatura, pokryte szkłem włączniki światła i klamka okna: 

 

 

Willa Tugendhatów, przy kilku zamkach, które objechaliśmy, była dla mnie czymś bardzo ożywczym, nie da się jednak ukryć, że ma większe powinowactwo właśnie z tymi siedzibami arystokracji (tutaj akurat mieszkała arystokracja finansowa), chociaż przepych jest bardzo dyskretny. Przy raczej lewicowych ideach modernizmu kwota wydana na budowę tego domu jest oszołamiająca - ciekawe co powiedziałby Le Corbusier?

 

P.S. Bardzo się cieszę, że udało mi się dokończyć ten przydługi post, bo po miesiącu nieaktualizowania bloga zaczynają się pojawiać umieszczane przez blox.pl reklamy - u mnie jeszcze przed chwilą był wróżbita Maciej - nie mam z tym nic wspólnego :-)