Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
sobota, 31 sierpnia 2013
Dworzec Lyon-Saint-Exupéry

 



 

Santiago Calatrava to architekt, którego dzięki harmonijnemu łączeniu efektownej architektury, rzeźbiarskiej formy i matematycznie precyzyjnej inżynierii nie sposób pomylić z nikim innym. Na drogę powrotną z wakacji zaplanowaliśmy z moim kumplem Ziemowitem (pasjonatem nie tylko architektury, ale przede wszystkim kolei), odwiedzić jedną ze sztandarowych realizacji hiszpańskiego architekta - zbudowany w 1994 roku dworzec TGV przy lotnisku Saint-Exupéry pod Lyonem. Betonowo-stalowo-szklana konstrukcja trochę przypomina ptaka, trochę wielkiego owada, a trochę szkielet czy ścięgna jakiegoś większego zwierzaka i takie subiektywne odczucia to wszystko, co mogę napisać. Nie czuję się kompetentny ani żeby pisać o takiej dynamicznej organicznej architekturze, ani o rozwiązaniach konstrukcyjnych czy funkcjonalnych, poprzestanę więc na pokazaniu zdjęć, bo to bardzo fotogeniczny obiekt:

 





















 

wtorek, 27 sierpnia 2013
Kaplica w Ronchamp

 

 

Kiedy wracaliśmy z wakacji w nieco już dekadenckich nastrojach, byłem pewny, że nie zobaczymy nic szczególnie fajnego, a tu - niespodzianka - przy autostradzie ukazała się tablica informująca, że kaplica Notre Dame du Haut znajduje się niedaleko. Zdecydowaliśmy się nadrobić trochę drogi i odhaczyć z listy następny budynek Le Corbusiera.

Kaplica Matki Boskiej na Górze rzeczywiście położona jest na górze nad miasteczkiem Ronchamp, a jej rzeźbiarski kształt widać już z daleka. Podjeżdżając lasem pod wzgórze kaplica znika z oczu, żeby za chwilę ukazać się z tej najbardziej popularnej perspektywy - Le Corbusier musiał ją uznać za najbardziej efektowną, w ten sposób projektując podejście pod kaplicę:   

 



 

Wzgórze sprawia naprawdę przyjemne, parkowe wrażenie. Układ urbanistyczny, składający się poza kaplicą z niskich budynków obsługujących świątynię, inspirowany jest podobno Akropolem. Obok kaplicy znajduje się także zaprojektowany przez Le Corbusiera pomnik żołnierzy poległych w czasie II wojny światowej, mający formę zigguratu, jednak odniosłem wrażenie, że powstał raczej po to, żeby na niego wejść i zobaczyć kaplicę wraz z dachem z innej fajnej perspektywy:

 



 

Kaplica została wybudowana w latach 1950-1955, więc w zasadzie równocześnie z Jednostką Marsylską. Jednak Notre Dame du Haut w porównaniu z matematycznie wyliczoną, racjonalną, opartą na prostopadłościanach bryłą Unité d'Habitation, wygląda jak zaprojektowana przez architekta o zupełnie innym temperamencie. Trudno znaleźć tu kąty proste, bo większość ścian, a także dach, a nawet podłoga oparte są na nieregularnych, dynamicznych krzywiznach (chociaż podobno wymiary oparte są na Modulorze, jak w Jednostce Marsylkiej). Niestandardowy układ budynku dobrze widać na tym rysunku:

 

 

Do budowy otynkowanych szorstkim tynkiem ścian użyto kamieni odzyskanych ze stojącej wcześniej w tym miejscu gotyckiej kaplicy, która została zniszczona w czasie II wojny światowej. Jednak w oczy najbardziej rzuca się żelbetowy dach kojarzący się z łodzią, muszlą, skrzydłem samolotu czy namiotem. Dach sprawia wrażenie zarazem ciężkiego i lekkiego - oparty jest na betonowych słupach ukrytych w ścianach, jest od ścian niezależny i unosi się nad nimi. Widoczne jest to zwłaszcza od wewnątrz, gdzie poprzez kilkunastocentymetrową szparę pomiędzy ścianami a dachem wpada z zewnątrz linia światła. Poza rzeźbiarską efektownością kształt dachu ma swoje praktyczne uzasadnienie - został wyprofilowany tak, żeby woda z całej powierzchni spływała do jednego gargulca usytuowanego na północnej ścianie i wpadała do rzeźbiarskiego zbiornika deszczówki: 

 











 

Kaplica w Ronchamp różni się od innych realizacji Le Corbusiera, zarówno modernistycznych przedwojennych willi - z gładkim tynkiem, szkłem, stalą i bryłą opartą na geometrycznych figurach, jak i jego późniejszych brutalistycznych budynków. Współcześni Le Corbusierowi moderniści zarzucali kaplicy zbytni irracjonalizm i antyintelektualizm, jednak z perspektywy czasu Notre Dame du Haut jest uważana za jedno z najwybitniejszych osiągnięć w dziedzinie architektury sakralnej XX wieku. Nietypowa dla modernizmu, który raczej odcinał się od kontekstu, jest także ilość nawiązań w bryle kaplicy i ich przetworzenie w jedną całość - od prehistorycznych świątyń skalnych, przez świątynie-namioty, po chrześcijańskie średniowieczne kościoły, przez co można wysnuć podejrzenie, że papież modernizmu mógł być także pierwszym kryptopostmodernistą :)

Kościół jest niewielki; żeby obsłużyć duże pielgrzymki przybywające do otoczonej kultem figury Matki Boskiej, Le Corbusier od strony wschodniej zaprojektował drugi, plenerowy ołtarz. Samą figurę umieszczono pomiędzy dwiema szybami i jest widoczna zarówno od wewnątrz, jak i z zewnątrz. W razie potrzeby może być obrócona w kierunku wiernych zebranych przed ołtarzem plenerowym.

 





 

Drzwi od strony południowej pokryte są malowidłami autorstwa Le Corbusiera:

 





 

Wnętrze jest dość ciemne i zachęca do kontemplacji, chociaż obecnie przez kaplicę przewija się chyba więcej miłośników architektury niż pobożnych pielgrzymów. Doświetlone jest przez witraże umieszczone w oknach-tunelach, wybitych w południowej ścianie, rozszerzającej się ku dołowi i dochodzącej do ponad trzech metrów grubości. Dodatkowo kościół obrysowany jest smugą światła pomiędzy ścianami i dachem. W oknie na środku zdjęcia umieszczona jest figura: 

 







 

We wnętrzu ma się wrażenie, że betonowy dach zwisa nad głową jak rozpięta płachta namiotu; odczucie to potęguje pusta przestrzeń między dachem i ścianami. 

 







 

Sprzętów w kaplicy jest niewiele. Szczególną uwagę zwracają surowa betonowa ambona i konfensjonał:

 





 

Pod każdą z trzech wież umieszczona jest kaplica, a same wieże pełnią funkcje świetlików.

 





 

Także otaczające budynki są ciekawe, dyskretnie wkomponowane zielonym dachem w otoczenie:  

 



 

W bezpośrednim sąsiedztwie kaplicy dodatkowo można obejrzeć dodany w 2011 roku kompleks klasztoru klarysek i domu dla pielgrzymów projektu Renzo Piano, bardzo nieinwazyjnie wbudowany w pochyłości wzgórza i niekonkurujący z założeniem Le Corbusiera:

 

wtorek, 20 sierpnia 2013
NOWOCZESNA MARSYLIA

 



 

Marsylia bardzo wyróżnia się na tle innych, zdominowanych starą zabudową francuskich miast, które odwiedziliśmy. Kiedy wjeżdża się do tej pięknie położonej między górami a morzem metropolii, w jej panoramie w oczy rzuca się przede wszystkim ogromna ilość modernistycznej zabudowy, skutecznie przyćmiewająca stare miasto, które Marsylia oczywiście również ma. Obecny wygląd miasta to głównie skutek niemieckich i włoskich, a później alianckich bombardowań, które dotkliwie zniszczyły Marsylię w czasie II wojny światowej. Po wojnie Niemcy i Włochy musiały wypłacić ogromne odszkodowania spożytkowane na odbudowę. Pokłosiem wojny jest między innymi opisana w poprzednim poście Jednostka Marsylska, która swoimi wielkimi gabarytami i tanimi materiałami miała zaspokoić głód mieszkań w zniszczonym mieście, a także ogromna ilość budynków lepiej lub gorzej kopiująca idee Le Corbusiera.

Wcześniej zwiedzaliśmy malownicze francuskie miasta i miasteczka, które wyglądały, jakby nic nie zmieniało się w nich od setek lat, co zdecydowanie ma swój urok, jednak wjeżdżając do Marsylii, ma się wrażenie, że jest się w innym kraju. Zabudowa jest bardzo zróżnicowana, wszędzie sporo swojskiego bałaganu, tubylcy mają wszelakie kolory skóry i egzotyczne nakrycia głowy, a wąskie ulice zatłoczone są dziko jeżdżącą i dziko parkującą masą samochodów. Nieco przestraszyliśmy się motoryzacyjnej dżungli, w której wygrywa ten, kto ma twardszą karoserię, a dziewczyny dodatkowo przeczytały w przewodniku o wyjątkowej przestępczości tego największego we Francji portu. Jednak mimo tego, że w kolorowej dzielnicy mieszkańcy bezinteresownie, choć chyba przesadnie radzili, żeby lepiej schować aparaty do toreb, Marsylia okazała się miastem naprawdę fajnym i żywym, z alternatywnymi sklepikami, dużą ilością streetartu i przede wszystkim (dla mnie) świetną nowoczesną architekturą. Poniżej kilka jeszcze świeżych budynków, które udało nam się zobaczyć - wszystkie znajdują się w rewitalizowanej na ogromną skalę (a właściwie w większej części zabudowywanej na nowo mieszkaniami, biurami, obiektami kulturalnymi i handlowymi) dzielnicy portowej:

 

Wieżowiec CMA CGM, Zaha Hadid (2011) 

 





 

Fundacja sztuki współczesnej FRAC, Kengo Kuma (2012)





Muzea: Villa Méditerranée, Stefano Boeri (2013) i MuCEM, Rudy Ricciotti (2013)


















wtorek, 13 sierpnia 2013
MASZYNA DO MIESZKANIA

 



 

Dzisiaj będzie wyjątkowo długi post i dużo zdjęć, ale Unité d'Habitation, Jednostka Marsylska, była dla mnie punktem podróży, na który wyjątkowo się cieszyłem. Spędziliśmy tam sporo czasu, bo okazało się, że w budynku znajduje się także hotel (nazywający się, jakże by inaczej, "Le Corbusier"), zostaliśmy więc w nim na noc.

Le Corbusier to architekt pełen przeciwieństw, tak samo uznany i doceniony, jak i znienawidzony, łączący racjonalne matematyczne obliczenia z szalonymi wizjami, proporcje ludzkiego ciała z nieludzką skalą projektowanych budynków, nieprzyjazne materiały z ambicją stworzenia przyjemnych przestrzeni prywatnych i wspólnych. Jest też zdecydowanie najbardziej wpływowym architektem XX wieku, a jego najczęściej kopiowana realizacja to właśnie Jednostka Marsylska, której elementy można odnaleźć w milionach powojennych bloków na całym świecie. Myślę, że warto ten budynek zobaczyć i wyrobić sobie własne zdanie na temat tej najlepszej egzemplifikacji utopijnych ideałów Le Corbusiera, a także porównać, jak bardzo te pomysły zostały w okresie późnego modernizmu ograniczone i spłycone, zarówno na Zachodzie, jak i w bloku wschodnim, gdzie z polityczno-ekomicznych powodów pozostała z nich tylko idea produkcji jak największej liczby typowych betonowych pudełek mieszkań, składających się w kartony bloków. Dobre porównanie, jak bardzo w PRL-u obniżono standardy wobec corbusierowskiego pierwowzoru, daje zestawienie Unité d'Habitation z katowicką Superjednostką - w tej drugiej, trochę dłuższej, ale też nieco niższej, zaplanowano 762 mieszkania w zaledwie trzech rodzajach, z czego największe mają 57 m2. W Jednostce Marsylskiej znalazło się 337 mieszkań o 23 rozkładach, głównie dwupoziomowych i ponadstumetrowych. Może właśnie żeby zachować standardy radykalnemu w swoich poglądach Le Corbusierowi udało się zbudować swoich jednostek mieszkalnych jedynie pięć, a nie pięćset czy pięć tysięcy, jak by mu się marzyło? Zresztą już nawet nie wszystkie jego jednostki są tak dopracowane - te w Briey i Berlinie mają zdecydowanie okrojony dach.

 



 

Jednostka Marsylska została zbudowana w latach 1947-1952 zgodnie z pięcioma zasadami nowoczesnej architektury: stoi na ogromnych żelbetowych podporach, nie zakłócając cyrkulacji powietrza i dodając budynkowi lekkości i przestrzeni do zagospodarowania; ściany budynku nie stanowią elementu nośnego, dzięki czemu swobodnie można kształtować układ mieszkań; również elewacja dzięki żelbetowemu szkieletowi może być dowolnie kształtowana (tu ma sporo nieregularności); w elewacji dominują ogromne okna, często przechodzące przez oba poziomy mieszkań; wreszcie na dachu znajduje się taras, wspólna przestrzeń służąca rekreacji i "oddająca" do użytku przestrzeń zabraną przez budynek.

Elewacje wykonane są z surowego betonu z widoczną fakturą szalunku, przez co blok można określić jako jeden z pierwszych brutalistycznych budynków. W tym momencie Jednostka sprawia wrażenie nieodnowionej (poza świeżo wyremontowanym tarasem na dachu), w niektórych miejscach beton jest już nadgryziony przez czas i widać spod niego zbrojenia, za to cały budynek jest zachowany w stanie oryginalnym, tak na zewnątrz, jak i we wszystkich częściach wspólnych budynku. U nas byłby już przebudowany i ocieplony, ale Francuzi mają chyba mniejszą potrzebę ulepszania tego, co spełnia swoje zadanie.

Jednostka Marsylska nabiera barw, kiedy spojrzy się na nią pod kątem - wnęki okienne zostały wymalowane na kilka kolorów zgodnych z puryzmem, wymyślonym wcześniej przez Le Corbusiera nurtem malarskim, a dodatkowo blok zmienia swoją elewację, gdy mieszkańcy zasuwają rolety zaprojektowane w tych samych kolorach. Blok dla jak najlepszego doświetlenia ma ekspozycję dokładnie na wschód i zachód, po modernistycznemu ignorując przebieg bulwaru, w pobliżu którego jest umiejscowiony. Strona wschodnia:

 





 

Strona południowa:

 



 

Strona zachodnia:

 



 

Zewnętrzna klatka schodowa od strony północnej:

 



 

Podpory, tzw. pilotis - miejsce pod nimi to jednak niestety parking, głównie dla skuterów. Są naprawdę potężne i cała ta kupa betonu stoi tylko na nich.

 



 

Ściana ozdobiona Modulorami - wyliczoną przez Le Corbusiera jednostką proporcji opartą na połączeniu wymiarów ciała przeciętnego Europejczyka ze złotym podziałem. Graficznie Modulor przedstawiany jest jako człowiek z wyciągniętą ręką i ma wysokość 2,26m; dwie linie łuków obok to dwa rzędy wymiarów, na których opierają się podobno wszystkie proporcje w całym budynku.

 



 

To chyba tylko ozdoba, nie wiem, do czego mogłaby służyć, mnie się kojarzy tylko z ołtarzem ofiarnym.

 



 

Hol przykryty betonowym daszkiem i jego wnętrze. To jedyne wejście do tego bloku i jedyna klatka schodowo-windowa.

 





 

Zaplecze techniczne na tyłach holu.

 



 

W windzie można wybrać piętra od 1 do 9. Piętro dziewiąte to wyjście na taras na dachu, ósme to przedszkole, a na trzecim znajduje się poziom komercyjny, handlowo-biurowo-hotelowy. Jednak piętra numerowane są niestandardowo, bo cała Jednostka Marsylska ma w rzeczywistości siedemnaście pięter. Jako że większość mieszkań jest tu dwupoziomowych, wejścia do nich znajdują się na co drugim piętrze. My wcisnęliśmy trójkę, czyli tak naprawdę piąty poziom. Ten korytarz w części handlowej, zajmujący przestrzeń dwóch poziomów, znajduje się za widocznymi z zewnątrz wielkimi betonowymi pionowymi żaluzjami.

 



 

Recepcja hotelu i restauracja z tarasem. Na pierwszym zdjęciu fotel LC3 zaprojektowany w 1928 roku przez Le Corbusiera i jego współpracowników.

 



 

 

 

 

Korytarz hotelowy z betonową okładziną z wetkniętymi kamykami, która zrobiła wielką karierę, pewnie dzięki stosunkowi cena/wygląd. Tak jest wykończony blok, w którym mieszkają moi rodzice; ten materiał znajduje się również na zewnątrz Jednostki Marsylskiej.

 

 

 

Ten ślimak na czerwonym słupie to obrotowa lampa. Ta wystająca część ma za zadanie odbijać światło.

 

 

 

A to nasz pokój hotelowy. Nie jest zbyt duży; stanowi dokładnie połowę szerokości właściwego mieszkania. Także balkon jest połową typowego balkonu. Dwupoziomowe mieszkania mają od strony balkonu salon ponad 4,5-metrowej wysokości i antresolę. W poniższym linku można obejrzeć jedno z takich mieszkań zaprojektowane przez architektów wnętrz:

http://www.dezeen.com/2010/06/09/apartment-50-unite-dhabitation-by-ronan-erwan-bouroullec/

Nasz pokój miał wystrój z lat 50. i wysokość dokładnie Modulora - 2,26 metra. Przy niewielkich gabarytach pokoju tak mała wysokość nie była zbytnio odczuwalna, ale dotykając ręką sufitu wyglądałem mniej więcej jak Modulor. 

 







 

A to już dach Jednostki - ta wieża to maszynownia wind.

 



 

Przeszklona nadbudówka na dachu mieści pracownię malarską, pod nią znajduje się basen dla dzieci. Piękna kobieta na pierwszym planie to moja żona.

 





 

Obok basenu znajdują się wydzielone przestrzenie z betonowymi ławkami.

 





 

Ta rzeźbiarska forma przypominająca komin transatlantyka to jeden z dwóch wywietrzników wentylacji. 

 







 

Mini scena, można również po prostu posiedzieć na jej schodach. Roślin na dachu jest zdecydowanie zbyt mało, ale niektóre betonowe elementy wyglądają jakby miały pełnić funkcję donic, więc chyba administrator za słabo dba o zieleń.

 



 

Druga nadbudówka, dawniej przeznaczona na salę gimnastyczną, obecnie mieści galerię, księgarnię i kawiarnię. Popiersie przed nią to oczywiście sam architekt przy pracy.

 





 

Wielki Le Corbusier i mała dziewczynka.

 



 

I jeszcze na koniec nocne zdjęcie autorstwa mojego kumpla Ziemowita. Jako goście hotelowi mieliśmy przyjemność spędzenia na tarasie wieczoru i wypicia piwa z widokiem na morze, góry i Marsylię.

 



 

W budynku bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie ilość detali architektonicznych, rozrzeźbionych form, kształtów, materiałów, kolorów, a także dopracowanie zielonej przestrzeni wokół bloku. Również użycie betonu nie było dla mnie w Jednostce przytłaczające. Wydaje mi się, że to, co w ogólnym odbiorze jest w tym materiale najbardziej odpychające, to nie surowość jego faktury i wrażenie niewykończenia, a kolor - po pewnym czasie pod wpływem warunków atmosferycznych staje się po prostu bury, co wywołuje wrażenie brudu i smutku. W Jednostce Marsylskiej nie miałem takiego wrażenia, bo brutalne przyziemie i część ścian przełamane są elewacjami balkonowymi z betonem częściowo pomalowanym na biało, biało-szarymi betonowo-kamiennymi płytami, żywymi kolorami wnęk i markiz. A już wyremontowany taras chyba na większości sprawia naprawdę przyjemne wrażenie, bo beton jest tam taki, jaki powinien być, czyli neutralnie jasnoszary.

Pewne rozwiązania, jak planowana samowystarczalność budynku i nakierowanie na ruch kołowy nie przetrwały próby czasu. Jednak mieszkania w Jednostce cały czas trzymają wysoką cenę, więc proporcje Modulora musiały być wbrew pozorom dobrze wyliczone. Czasem kupują je designerzy i architekci, którzy chcą zamieszkać właśnie w tym bloku. Na dachu, z okazji przyznania w tym roku Marsylii tytułu Europejskiej stolicy kultury, powstała galeria sztuki i kawiarnia. Przez budynek przetacza się sporo turystów i to głównie dla nich istnieje w części handlowej infrastruktura. Można kupić książki o Le Corbusierze, miniaturki jego mebli, pocztówki i plakaty z Jednostką. Nawet polski przewodnik Pascala, mimo tego, że Marsylia posiada sporo zabytków, jako główną atrakcję miasta wylicza Unité d'Habitation. To chyba oznacza, że eksperyment Le Corbusiera się udał.  

wtorek, 06 sierpnia 2013
WAKACJE W SZKOLE

 



 

Przy okazji naszych tegorocznych wakacji miałem szczęście zahaczyć aż trzy budynki, które są obowiązkowymi pozycjami w podręcznikach o architekturze XX wieku. Zaczęliśmy od Dessau i Bauhausu - jednego z najbardziej wpływowych modernistycznych obiektów architektonicznych, chyba najważniejszej szkoły nowoczesnego projektowania użytkowego i kuźni talentów wielu wybitnych artystów, architektów i designerów, dzięki którym idee tej działającej w Dessau tylko siedem lat szkoły rozprzestrzeniły się na cały świat.

Każdy widział w życiu przynajmniej kilka szkół inspirowanych budynkiem Waltera Gropiusa, o płaskich dachach i w podobny sposób zestawiających ze sobą prostopadłościany skrzydeł, więc obecnie raczej trudno zrozumieć kontrowersje, które ten już niemal dziewięćdziesięcioletni obiekt wzbudzał. Za to doskonale widać, że ten prosty, funkcjonalny i bardzo elegancki budynek dalej wygląda nowocześnie i osoby nieznające jego historii nie nazwałyby go raczej "zabytkiem", bo wiele współczesnych realizacji nadal czerpie z niego garściami. Zresztą stojąc w otoczeniu tradycyjnych budynków o spadzistych dachach wydaje się, że został zbudowany w starej dzielnicy, a tak naprawdę to on sam jest w tej okolicy najstarszy.

Na dwóch ostatnich zdjęciach obejrzeć można obiekty oddalone od budynku szkoły - jeden z domów profesorów i spichlerz - restaurację nad brzegiem Łaby.