Kategorie: Wszystkie | ARCHITEKTURA | DESIGN | GRAFIKA
RSS
czwartek, 22 września 2011
PRYWATNY PARK



 

 

Stary Browar - miejsce o niepowtarzalnym klimacie i nietuzinkowej architekturze szanującej zastany industrialny kontekst; miejsce, gdzie handel harmonijnie współegzystuje ze sztuką; miejsce, które stało się wizytówką Poznania i nowym centrum miasta - gdybym pisał takie farmazony, nie mógłbym w lustro spojrzeć.

W 2003 roku, kiedy powstała pierwsza część kompleksu, naprawdę podobała mi się ta realizacja. Dbałość o detal i jakość materiałów, dobra skala, niby-miejski placyk, a przede wszystkim zwrócenie w stronę miasta, dzięki któremu ożywiła się zapuszczona wcześniej okolica - to wszystko robiło dobre wrażenie. Co do architektury - kwestia gustu, jak dla mnie szkoda, że architekt postawił na taki postmodernistyczny industrialny pastisz, jednocześnie zachowując niewiele z oryginalnego browaru Huggera.

Później zaczęto budować drugą część, która okazała się monotonnym antymiejskim molochem, z banalnym pasażem jak we wszystkich centrach handlowych świata, tyle, że ubranym w klinkier. Fasada to pastisz z jednej strony elektrowni Battersea w Londynie, z drugiej przedwojennego berlińskiego domu towarowego Karstadt, natomiast dwa dłuższe boki to ciągnąca się w nieskończoność bezokienna i bezwitrynowa ceglana ściana, od strony parku przerwana wielkim szklanym oknem obramowanym bezsensowną w tym miejscu dekonstruktywistyczną blachą. Ale mniejsza o architekturę tego centrum handlowego. W czasie budowy drugiego skrzydła wypłynęła afera Kulczykparku, a okoliczności sprzedania przez miasto za dramatycznie zaniżoną kwotę terenów Parku Dąbrowskiego i terenów na których zbudowano drugie skrzydło Browaru nie dowiemy się prawdopodobnie nigdy. I tu właśnie dochodzę do sedna - do kwestii zmarnowanych pieniędzy miejskich czy niejasnego przynajmniej kilkunastomilionowego rabatu dla inwestora dochodzi skandaliczna kwestia sprzedaży publicznego parku.

Przez długi czas park leżał odłogiem i problem nie istniał. Jednak od jesieni firma Fortis zaczęła "rewitalizację" parku, w efekcie której:

- park został ogrodzony płotem projektu Tadao Ando, będącym nota bene samowolą budowlaną firmy Fortis. Parkan może się podobać lub nie, mnie się nie podoba, bo jest złożony z masywnych słupów i kiedy się obok przechodzi, zasłania park niemal jak mur. Większym problemem jest jednak to, że wszystkie wejścia znajdują się teraz od strony ul. Ogrodowej (plus schody od Półwiejskiej). Nie można już na przykład przeciąć parku idąc od PKS-u do Krysiewicza, jak to robiłem wcześniej, można za to przejść przez centrum handlowe i przy okazji zrobić zakupy;

 

fot. Łukasz Ogrodowczyk / Agencja Gazeta


- w całym parku nie ma ani jednej ławki, również na trawie nie można siadać ani na nią wchodzić. Można jednak usiąść w wystawionym przez Stary Browar ogródku, oczywiście składając zamówienie w restauracji, albo usiąść w centrum handlowym i przy okazji zrobić zakupy;

- układ bram, ścieżek i latarenek również projektu Ando nie budzi wątpliwości, że jedynym właściwym punktem dojścia jest centrum handlowe;

- ścieżki wysypane są grubymi kamykami, uniemożliwiającymi pchanie przez park wózka, ale po co matki miałyby wchodzić z dziećmi do parku, skoro nie można w nim usiąść ani pograć w piłkę;

- do parku nie można już wchodzić z psami;

- zlikwidowano boisko, które było co prawda zapuszczone, ale było, a teraz nie ma.

Temat powrócił dzisiaj na łamach "Gazety Wyborczej":

http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,10332153,Minister_kultury_zajmie_sie_poznanskim_plotem.html

Sprawa dotyczy płotu jako samowoli budowlanej i ma trafić do rozstrzygnięcia do ministra kultury. Niestety dyskusja toczy się wyłącznie na poziomie estetyki - Maria Strzałko, miejski konserwator zabytków, chce kutego stylizowanego na historyczny parkanu, a Fortis zasłania się wybitnym japońskim architektem - natomiast miasto nie zwraca uwagi, że doprowadziło do sytuacji, w której Park Dąbrowskiego przestał być parkiem, a stał się prywatnym ogrodem centrum handlowego, w którym właściciel mając pieniądze nie musi liczyć się z nikim.

środa, 07 września 2011
REKLAMY PIRELLI



Firma Pirelli, poza produkcją opon, znana jest przede wszystkim ze swojego elitarnego kalendarza z artystycznymi aktami. Jednak już przed tym rewolucyjnym pomysłem włoski koncern dbał o gusta estetyczne klientów, korzystając przy pracy nad broszurami reklamowymi z usług wybitnych grafików. Poniżej kilka projektów z przełomu lat 50. i 60.:

 



Nieznany grafik, 1960

 

Ilio Negri, 1960



Ilio Negri, 1960



Bob Noorda, 1960



 

Massimo Vignelli, 1963



Bob Noorda, 1959

 

Max Huber, 1958

 

Lora Lamm, 1960

 

Alan Fletcher, 1959

 

Więcej reklam Pirelli, a także innych druków w modernistycznej estetyce z połowy XX wieku można obejrzeć tutaj:

http://www.thisisdisplay.org/